sobota, 25 lutego 2017

Po dyplomie trzeba odpocząć!

Gdy ochłonęłam po zdaniu ostatniego egzaminu dotarło do mnie że coś się dzieje dookoła. Odbyło się między innymi burzliwe zebranie w sali balowej Klubu Medyka, które transmitowano przez lokalny radiowęzeł do innych pomieszczeń. Pamiętam, że było ono słyszane także w stołówce, która mieściła się w prawym skrzydle budynku na poziomie minus jeden. Bardzo to było niecodzienne wydarzenie, a w dodatku kompletnie dla mnie nie zrozumiałe.
Polityka nie  była wtedy przedmiotem tak powszechnego, codziennego zainteresowania wszystkich ludzi. Można było się polityką nie interesować.
  Odpoczywam po dyplomie
Wyczerpana egzaminami postanowiłam odpocząć w Krynicy. Wyjechałam na dwa tygodnie. Spacerowałam po deptaku, pijałam wodę źródlaną, weszłam na Górę Parkową oraz jeździłam na łyżwach na miejscowym lodowisku. Można było wypożyczyć na lodowisku łyżwy, których wcześniej nie miałam. 
Nowy Dom Zdrojowy

















Źróło:wikipedia

Lubiłam podczas spacerów zachodzić do salony prasowego mieszczącego się w prawym skrzydle Nowego Domu Zdrojowego, była tam prasa zagraniczna oraz książki, a wśród nich książka o sukcesach Pantomimy Wrocławskiej.
 
W Krynicy mieszkałam w wynajętym pokoiku na pierwszym piętrze niedawno wybudowanego domu. Pewnego wieczoru pogoda zmieniła się niespodziewanie. Wiał silny wiatr, jeszcze w owych latach nie przeszkadzający w uśnięciu. W nocy poczułam, że spadają na mnie tysiące tajemniczych drobin. W pierwszej chwili pomyślałam, że to inwazja dziwnych insektów. Zdenerwowana zapaliłam światło. Okazało się, że jestem pokryta trocinami, które były użyte do izolacji dachu, a podczas silnego wiatru wysypały się przez szpary pomiędzy deskami, z których zbudowany był sufit.

Na tyle zachęciłam się do sportu łyżwiarskiego, że po powrocie za czas jakiś  kupiłam sobie eleganckie łyżwy i chodziłam na Torwar. Pewnie nigdy bym tam nie trafiła, ale dział socjalny szpitala zakupił abonamenty w atrakcyjnej cenie i promował akcję sport to zdrowie. Nie wszyscy byli tego zdania, pamiętam kolegę urologa, który jeździł ze swoim synem. Tata ów zasapany jazdą na łyżwach dobija do ogrodzenia żeby odpocząć i wyznaje: już wolę profesorowi przy operacji asystować, niż na tych łyżwach jeździć ;).
Podczas pobytu w Krynicy jadałam obiady w jednym z sanatoriów, były bardzo dietetyczne i chyba nisko solne.Wprawdzie w moim podręczniku studenckim do interny były opisane walory diety z ograniczeniem jonu sodowego, ale wtedy jeszcze nie doceniałam tej informacji.
Zaletą obiadów w sanatorium  był dostęp do telewizora, w którym pokazywano jakieś wydarzenia w Warszawie. Wiece, przemówienia - kompletnie nie wiedziałam  o co w tym wszystkim chodzi. 
Marzec 68' 
Nadciągał słynny Marzec 68'. Na różnych uczelniach odbywały się wiece - między innymi na Politechnice Warszawskiej 9 marca, potem przekształcony w strajk okupacyjny Auditorium Maximum. Była akcja zbierania żywności dla okupujących gmach studentów, wszystkie te wydarzenia wydawały mi się niezwykle egzotyczne i nigdy wcześniej niespotykane. Na gmachu Politechniki wisiały transparenty...
Największy wiec odbył się 28 marca, byłam już w Warszawie. Chyba w jakimś kilkuosobowym gronie  świętowaliśmy u Fukiera zakończenie studiów i pod wieczór wracaliśmy spacerem Krakowskim Przedmieściem. Na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego były jakieś grupy demonstrantów, zamieszanie. Przeszliśmy obok wydarzeń historycznych...
Tytuł postu Za rok o tej porze w Paryżu nawiązuje do słynnej frazy z czasów mojej młodości, usłyszanej podczas spotkania towarzyskiego w sierpniu 68, odbytego na zakończenie czterech tygodni pracy po kierunkiem jednego z naszych starszych kolegów. Wiadomo było, że koledzy mający żydowskie pochodzenie szykują się do emigracji. Jedna z nich kończyła właśnie przygotowania do wyjazdu, była w banku, wymieniała jakieś pieniądze, ktoś podobno chciał ją oszukać, wzburzona opowiadała:
- Mnie Żydówkę, chciał oszukać na pieniądze! Coś podobnego! Nie dałam się! Ale mniejsza o to...
- Za rok o tej porze w Jerozolimie, jak mówią bogobojni Żydzi, gdy piją wódkę, do ciebie Filip to piję - oznajmiła do  szefującemu nam podczas wakacji koledze. 
Nie wspomniała o innych szczegółach związanych z wyjazdem czyli tzw. dokumencie podróży, na podstawie którego opuszczano wówczas PRL.
Słynny powieściowy ordynator Władysław Wielkosz zażywał wakacyjnych wywczasów i z nich wynikało zastępstwo. 
Rzeczony Filip nic nie odpowiedział, choć był błyskotliwym rozmówcą. Niezwykle nas ta scena zaskoczyła, ale i nie wyemigrował, co też nas zaskoczyło. Z naszego oddziału wyjechały w krótkim czasie cztery osoby - dwie do Izraela, jedna do RFN, jedna do Francji.
Zbyt mało rozumieliśmy, nie o wszystkim mówili nam starsi koledzy i ich emigrujący rówieśnicy, a poza wszystkim byliśmy przejęci niedawno rozpoczętą pracą. Przywilejem młodości jest skupianie się na własnych sprawach. Starości zresztą też.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział siódmy

Rozdział 7.  Spotkania i Jubileusze Rok 2017 rozpoczął się pod znakiem jubileuszy, spotkań i nowych aktywności mediowych, którymi by...