sobota, 25 lutego 2017

Staż podyplomowy

W kraju toczyły się burzliwe wydarzenia społeczno-polityczne, ale moja uwaga była skupiona na rozpoczęciu pracy. Po rozważeniu różnych teoretycznych możliwości zdecydowałam się złożyć podanie o staż w Akademii Medycznej.
Zachętą była złożona publicznie deklaracja prof. Zdzisława Łapińskiego podczas ogłaszania wyników konkursu na wzorowego studenta.Nie miałam okazji słuchać wykładów ani też odbywać ćwiczeń w klinice profesora, ale zdawałam u niego egzamin dyplomowy z chirurgii. Oczywiście chwilę czasu poświęciliśmy ustaleniom naszych rodowodów z uwagi na moje panieńskie nazwisko jednakowe z profesorskim. Czytam teraz, że profesor  od 1 września 1954 do 1 września 1955 r. pełnił obowiązki kierownika Kliniki Chirurgicznej Polskiego Szpitala w Ham-Hyn w Korei Północnej. Okazuje się, że całkiem spora grupa lekarzy z Akademii Medycznej pracowała w tym szpitalu.
Zaproszenie na uroczystość wręczenia nagród
Byłam laureatką tego konkursu. Na laury złożyła się sesja po piątym roku zaliczona na same piątki oraz tzw. praca społeczna w komisji stołówkowej Zrzeszenia Studentów Polskich. Praca polegała na pełnieniu dyżurów w stołówce (zwykle przez miesiąc) w godzinach od 12 do 14 i przyjmowaniu do sprzedaży numerków obiadowych. Dyżurny miał prawo do bezpłatnego obiadu w tym czasie. Stołówka serwowała bardzo smaczne i obfite obiady, dodatkowo można było pożywić będącego w potrzebie kolegę, panie wydające obiady pozwalały na wzięcie drugiej zupy.
Nagroda
 Wzorowy student otrzymał książkę Hansa Seyle'go z dedykacją oraz zaproszenie do aplikowania na staż w Akademii Medycznej. Zachęcona złożyłam dokumenty i otrzymałam staż od kwietnia.
Staż podyplomowy odbywałam w Państwowym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Warszawie. Były to lata 1968 - 70. W tym czasie obowiązywały półroczne pobyty na internie, chirurgii, ginekologii oraz pediatrii. W trakcie trwania mojego stażu wprowadzono pojęcie stażu specjalistycznego – przyszły internista mógł szkolić się na oddziale chorób wewnętrznych 12 miesięcy i były one liczone na poczet przyszłej specjalizacji. Zdecydowałam się na taki staż, dzięki czemu mogłam zgłębiać tajniki interny w dłuższym okresie.
Pamiętna data rozpoczęcia pracy 24 kwietnia 1968 roku. Prawo Wykonywania Zawodu (PWZ) wydawał wówczas wydział zdrowia.
Dyplom specjalisty I stopnia z chorób wewnętrznych

Miejsce pracy świeżo upieczonej specjalistki
Początki pracy na oddziale wewnętrznym 
Praca na oddziale polegała początkowo no pisaniu zleceń wydawanych przez starszego lekarza oraz pisaniu obserwacji w historiach chorób. Młodzież kliniczna po obchodzie przesiadywała w pokoju asystentów wpisując obserwacje do historii chorób lub sklejała szeregowo morfologię do morfologii, mocz do moczu, biochemię do biochemii. Chodziliśmy też na herbatkę do pokoju nr 16 na parterze, gdzie w godzinach wczesnych popołudniowych pani Marynia wydawała szpitalne obiady. Najgorsza była ogórkowa z ryżem. Największą zaletą obiadów była chyba cena, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile płaciło się. Wydaje mi się, że nie byłam wierną klientką pani Maryni.
Szefostwo pijało herbatę lub kawę w swoich gabinetach do których chadzaliśmy na rozmowy merytoryczne np. po napisaniu epikryzy końcowej w celu jej przedyskutowania przed wpisaniem do historii choroby.
Poza prowadzeniem pacjentów na oddziale pod kierunkiem starszych kolegów można było po zdaniu kolokwium dyżurować jako drugi dyżurant.
Pilni stażyści  dostawali z czasem zaproszenie do zdawania kolokwium dopuszczającego do dyżurowania. Srodze ich odpytywała koleżanka szefująca na sali R, męcząc pytaniami o przebieg potencjałów czynnościowych w komórkach mięśnia sercowego.
Pierwszy dyżur na oddziale wewnętrznym 
Udało mi się te potencjały opanować i 1 listopada 1968 roku miałam swój pierwszy dyżur...
Poprosiłam o tę datę wychodząc z założenia, że uwaga świata będzie odwrócona od tych co jeszcze żyją do tych co już odeszli i jakoś dotrwam do rana. Szefem dyżury był mile przez mnie wspominany kolega, który wkrótce potem wyemigrował do RFN.
Dyżur jak dyżur, ale odprawa w gabinecie ordynatora Wielkosza to było wyzwanie. Po wyrecytowaniu raportu lekarze dyżurni opuszczali ordynatorskie salony i szli zresetować się  do pokoju lekarzy dyżurnych aby dokończyć śniadanie. Potem obchód, zlecenia, opisy i jeśli nie było nic pilnego do zrobienia można było wyjść nieco wcześniej z domu. Najlepszym przyjacielem każdego młodego lekarza dyżurnego był wówczas podręcznik Postępowanie w nagłych przypadkach internistycznych Dymitra Aleksandrowa i Wandy Wysznackiej-Aleksandrow. Znakomita, zwięzła książka i co ważne, mieszcząca się w kieszeni lekarskiego fartucha. Czytywaliśmy ją po wielokroć! 
Dyżury w pogotowiu ratunkowym
Na drugim  roku stażu trzeba było odbyć 24 dyżury w Pogotowiu Ratunkowym. Dyżurowałam już na oddziale, co dawało mi pewne obycie, ale mimo to szczerze nie cierpiałam tych dyżurów.
Odbyłam 22 dyżury, na dwa dostarczyłam jakieś L4. Wyjazdy były malownicze, niekiedy dramatyczne. Szczególnym wyzwaniem było stwierdzanie zgonu w domu. Miałam dwa takie przypadki. Bywały też wyjazdy do miejsc znanych z szemranych klimatów. Była nim część miasta zwana Dzikim Zachodem.
Pamiętam wyjazd na ulicę Łucką. Myślałam, że dyspozytor zrobił błąd pisząc nazwę ulicy i chodzi o Łódzką. Nazwa była wpisana prawidłowo - pochodziła od miasta Łuck. W ramach obchodów pięćdziesięciolecia dyplomu lekarza odwiedziłam tę część Warszawy.
Poznawszy podstawy codziennej praktyki lekarskiej, można było ostrożnie zacząć bywać na posiedzeniach towarzystw naukowych, w moim wypadku Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz Towarzystwa Internistów Polskich. 






 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział czwarty

Rozdział 4: Ruszam w świat! Czas płynął... Wyjazdy do Tunezji i na Kretę pokazały , że rodzina potrafi samodzielnie egzystować bez ...