poniedziałek, 13 marca 2017

Let's learn English, Maine 2005

Podróż lotnicza: TAM: Warszawa - Paryż (1368km/850 mil): Paryż - Boston(5537km/3441 mil)
Z POWROTEM  Boston - Paryż
Paryż - Warszawa
Cała podróż 13810 km/8582 mil
aa2
    Trasa samolotu
aa2
  Gdzieś u wybrzeży Nowej Anglii

 Mieszkałam: Berkeley Residency w Bostonie, obecnie nazywa się 40 Berkeley oraz Host family w Thomaston, Maine
Podróż do San Francisco uświadomiła mi, że słowa Tamary o ulepszeniu mojego angielskiego warte są wcielenia w czyn. Poszukiwałam odpowiedniej szkoły do nauki, ale wszystkie były nastawione na nastolatków, studentów, maksymalnie „młodych profesjonalistów” cokolwiek to oznacza. Nie tracąc nadziei, że znajdę coś odpowiedniego błąkałam się po Internecie i zupełnie przypadkowo natknęłam się na ofertę szkoły Acadia Center for English Immersion w Thomaston obecnie przeniesionej do Camden w stanie Maine. Szkoła reklamowała się jako przyjmująca wszystkich chętnych na naukę, niezależnie od wieku, a jej najstarszy student miał 72 lata.
Podobało mi się takie podejście do sprawy. Napisałam więc do właściciela i po krótkiej wymianie korespondencji wykupiłam 2 tygodniowy kurs typu deep immersion. Uzyskałam 10% zniżkę swoim zwyczajem wymachując legitymacją dziennikarską.
Mimo zniżki była to poważna inwestycja finansowa – wydaje mi się, że kurs kosztował około 2000 usd (obecnie są droższe). Byłam tak zdeterminowana na ucywilizowanie mojego angielskiego, ze przesłałam przekazem bankowym spore w końcu pieniądze bliżej nie znanej mi placówce oświatowej, ale w jakimś wewnętrznym przekonaniu że jest to naprawdę istniejąca szkoła i dobra decyzja. Miasteczko Thomaston jest położone w stanie Maine i  aby się do niego dostać musiałam dolecieć do Bostonu i stamtąd jechać autobusem do Portland, gdzie miał czekać na mnie Brian na dworcu autobusowym.
Poprosiłam o zakwaterowanie w rodzinie zbliżonej pokoleniowo do mnie, niepalącej, bez zwierząt, dzieci. Byłam zdziwiona swoim asertywnym podejściem do tematu zakwaterowania, ale uznałam, że skoro inwestuję spore pieniądze w naukę, to nie mogę stresować się warunkami zakwaterowania. Moimi gospodarzami byli Ursula i Steve. Ursula była emerytowaną pracownicą wydziału politologii uniwersytetu w Georgetown, a Steve byłym wojskowym, a także zawodowym inwestorem giełdowym. Mieli słynnych synów, łącznie siedmiu, przy czym synowie pochodzili z poprzednich małżeństw moich gospodarzy. W Stanach Zjednoczonych, syn Steve'a  jest znanym aktorem, a synowie Ursuli pracują także w branży filmowej, między innymi pracowali przy efektach specjalnych filmu Titanic, który otrzymał także i w tej konkurencji Oscara. Powiało więc bardzo wielkim światem, ale był on bardzo sympatyczny i przyjazny dla mnie wyzwolonej Niewolnicy Ubezpieczalnianej. Pod pojęciem tym rozumiem odmianę współczesnej niewolnicy Isaury, która była skazana na dożywotnie służenie, ale coś nieoczekiwanie zmieniło jej los…
Dojechać w jeden dzień do Thomaston nie było  łatwo ani tanio. Mogłam lecieć przez Paryż – Boston do Rockland. Jednak uznałam, że dwie przesiadki na terenie Stanów Zjednoczonych i docelowa podróż do małego, regionalnego portu nie jest atrakcyjnym rozwiązaniem i wybrałam wersję nieco chyba dłuższą oraz droższą, ale ciekawszą. Otóż zdecydowałam się na podróż do Bostonu, tam zatrzymałam się na dwie noce. Dziś wiem, że linie te mają połączenie z lotniskiem w Bostonie, ale wtedy nie byłam tak obyta z zasobami podróżniczymi w internecie.
Zdecydowałam się więc zatrzymać się więc w Bostonie. Znalezienie hotelu w cenie dającej się zaakceptować  graniczyło z cudem. Szukałam jak szalona i wreszcie zdecydowałam się na hostel
40 Berkeley, jednoosobowy pokój w tym hostelu kosztuje dziś od 81 do 103 usd. W 2005 roku pewnie ceny były podobne. Z lotniska do hotelu jechałam taksówką, prawdopodobnie wynajętą ex tempore na lotnisku.
Nie jest łatwo znaleźć  serwis shuttle busem z tego lotniska, serwery chodzą wolno i programy podają, że dowożą tylko do markowych hoteli. Może te wymagania trudne do zaakceptowania spowodowały, że wybrałam taksówkę. Obliczam za pomocą http://www.worldtaximeter.com, ile mogło to mnie kosztować.
Oto szacunkowy raport kosztów:
Estimated Fare using meter at 19:00
Distance: 8.18 km. | Duration: 17 min.
first 230 meters    $2.60
7.95 km. x $1.74 per km    $13.84
waiting in traffic (~7 min.)    $3.63
Customary tip (15%)    $3.01
Surcharge from Logan Airport    $6.00
Total    $29.08
Pamiętam, że ulice Bostonu były puste, a miasto wydało mi się czyste i uporządkowane, przypomniała mi się Szwajcaria. Dojechaliśmy do Berkeley Residency i powiedzieliśmy sobie z kierowca bye - bye.
aa2
  Berkeley Residency, trochę może szumna nazwa, ale najtańszy hotel/hostel jaki udało mi się znaleźć. Obok nazwy skrót YWCA, co wyjaśnia wiele.
aa
  W recepcji przywitało mnie miłe dziewczę, potwierdziło rezerwację i wręczyło czekającą na mnie korespondencję z City Pass (foto ze strony hotelu).
Recepcja w Berkeley Residency była to jedną z weselszych recepcji hotelowych jakie spotkałam – miała super sposób zabezpieczenia pokoi. Otrzymałam pokój - powiedzmy numer 432, a na kluczu miałam napis 17B i dziewczyna wręczając mi oświadczyła: zapamiętaj numer swojego pokoju, te 17 B na kluczu jest dla zmyłki – jak zgubisz klucz to złodziej nie będzie wiedział do którego pokoju klucz pasuje.  No świetna sprawa! Wręczono mi chyba ręczniki i pojechałam windą do mojego pokoju.
aa2
City Pass Boston
aa2
 City Pass Boston
aa2
Był... no cóż, wielce niskobudżetowy. Torba z napisem Szkoła Języków Obcych - nie wiem czy wzięta celowo, czy wymowny przypadek. Biało-czerwone koło do zgniatanie w celu uzyskania efektu anti-stress ;))
aa2
U sufitu leniwie kręcił się wiatrak, który można było wyłączyć pociągając z zwisający przewód
Siadłam żeby rozprostować nogi po długim locie i z mojego podudzi chyżo skoczyła pchła w nieznanym kierunku. No dobra mówię, i tak nie ma wpływu na nią… obejrzałam otoczenie, innych współlokatorów nie było… Za oknem po prawej był sklep Seven-to-Eleven.
Na wprost z okna miałam widok na Hancock Tower, który podziwiałam przez całą noc, bowiem nieopodal na ulicy grupa wyrostków urządziła sobie street party i puszczała głośną muzykę.
aa2
  Hanckock Tower
Usnęłam dopiero nad ranem. Ochlapałam się w zbiorowej łazience nieszczególnie czystej – gdy porównuję analogiczne urządzenia Chicago to prawie hotel 4 gwiazdkowy na korzyść Chicago. Odświeżona pomaszerowałam na śniadanie gdzie wesoły przedstawiciel rasy innej niż biała wręczał dwa grube naleśniki tonące w tłuszczu i syropie klonowym. Coś tam jeszcze było na to śniadanie, pewnie jakieś pieczywo i napoje, ale uczucie dyspeptycznych wspomnień mam do dziś.
Poszłam po śniadaniu odnaleźć miejsce odjazdu mojego autobusu – było to Boston South Station przy Summer Street w odległości około 20 minut drogi pieszo od mojego hotelu.
Po drodze minęłam między innymi The Salvatory Army na 700N Bell Street w odległości  około 15 minut drogi i Chandler Inn Holel – za jedynkę 125 usd, czyli prawie 2 razy drożej niż w moim hotelu.
aa2
Sklep 7- Eleven. Na półkach liczne butelki ze słodkimi drinkami, wpędzającymi Amerykę w epidemię cukrzycy. Przed sklepem obfitość śmieci, pewnie opakowania zakupionych przed chwila produktów spożywczych
Trochę wyczerpana spacerem wsiadłam na pokład zabytkowego autobusu w ramach tras dostępnych na City Pass i obejrzałam główne atrakcje miast z okien pojazdu.
Potem przeszłam do South Station i kupiłam bilet na autobus do Thomaston.
Znużona usnęłam wcześniej i był to dobry pomysł bowiem w nocy przerobiliśmy jako goście hotelu próbny alarm przeciwpożarowy, który polegał na wyprowadzeniu nas na ulicę. Gdy usłyszałam przeraźliwy sygnał dźwiękowy wyjrzałam na korytarz i usłyszałam od sąsiadki z naprzeciwka fire, we must go down . Zeszłam więc nie zapomniawszy o moim survital kit w plecaku, który zabrałam ze sobą. Po godzinie wpuszczono nas powrotem do hotelu.
aa2
Alarm przeciwpożarowy
Rano wsiadłam w zamówioną  prze recepcję taksówkę i pojechałam do South Station i dalej autobusem do Thomaston aby szlifować mój angielski oraz poznawać wielki świat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział czwarty

Rozdział 4: Ruszam w świat! Czas płynął... Wyjazdy do Tunezji i na Kretę pokazały , że rodzina potrafi samodzielnie egzystować bez ...