sobota, 4 marca 2017

Kierunek: samodzielność zawodowa

Lata dziewięćdziesiąte przyniosły wiele nowych swobód obywatelskich, wcześniej nie znanych mieszkańcom PRL. Jedną z nich był wolny rynek wykładowy i autorski oferowany przez Big Pharmę.
W 1999 roku rozstałam się z medycyną szpitalno-przyszpitalno-akademicką na życzenie tejże, za co po latach składam szczere i serdeczne Bóg zapłać! Nie doszłabym do wielu miejsc przez następne kilkanaście lat bez tego rozstania. 
W wielu absolwentach wydziału lekarskiego drzemie przemożna potrzeba zniewalania innych absolwentów tej samej uczelni, we mnie drzemie potrzeba wyzwalania nie tylko siebie, ale także innych spod ucisku intelektualnego.

W podjęciu tej decyzji pomocne było nie tylko opuszczenie przeze mnie szeregów medycyny akademickiej, ale także przejście na wcześniejszą emeryturę. Jej finansowy wymiar był skromny, ale dawał wolność w wymiarze intelektualnym i zawodowym. Klasyczną praktykę lekarską wykonywałam w różnych prywatnych poradniach. Pewnym problemem było opracowanie odpowiedniego sloganu dla ulubionego przez medycynę akademicką terminu afiliacja. Duch Święty mnie olśnił i wymyśliłam termin NZOZ w Warszawie.
 Skoro miałam afiliację, potencjał, poznane drogi do Wielkiego Świata zaczęłam prezentować samodzielnie zgłoszone doniesienia naukowe na kongresach. Dwukrotnie byłam mentorką młodszych kolegów na takich wyprawach kongresowych pokazując im drogę do samodzielności w zawodzie. Aby być wolnym trzeba przeskoczyć jakiś mur.
                                                        Mój wyglądał tak;) 
Kontynuowałam karierę lekarską w placówkach prywatnych oraz rozwijałam swoje zainteresowania pisarskie.
Pewnym problemem na tym etapie kariery był dostęp do danych klinicznych. Źródła tych danych były zmienne - od medycyny akademickiej, którą kusiło wystawienie  pracy na kongresie amerykańskim po kolegów ordynatorów z oddziałów miejskich. Pisałam więc artykuły do komercyjnych wydawnictw, prowadziłam warsztaty dla lekarzy. Owocowały one nowymi znajomościami, które trwają do dziś, a więc kilkanaście lat. Korzystając z redakcyjnych i graficznych talentów mojego Męża w 2003 roku wydałam debiutancka powieść Maść tygrysia czyli powołanie do medycyny oraz fachową książkę Przewodnik po nadciśnieniu tętniczym oraz opracowałam logo.
Rozmyślaliśmy nad wydawaniem pisma naukowego, miało ono nazywać się Poradnia Nadciśnieniowa, wprawdzie nie doszło do realizacji tego pomysłu, ale sprawdziła się zasada - co się odwlecze to nie uciecze.
Powstała też koncepcja okładki książki popularnonaukowej Ważnym wydarzeniem na drodze do zawodowej samodzielności było zostanie w 2004 roku członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
                        Moja pierwsza legitymacja dziennikarska 
             Przez kilka lat od 2006 roku byłam też członkiem IFJ
Wydawali robiące wrażenie legitymacje, zwane w naszym domu czerwoną blachą, miała ona tę właściwość, że działała na wszystkich ludzi, na kdym kontynencie, bez potrzeby otwierania. I tak oto stałam się posiadaczką dwóch zawodów. Pewien profesor z Krakowa mawia  do mnie per pani doktor - redaktor , a na pytanie dlaczego tytułuje mnie dwuczłonowo odpowiedział bo redaktor to jest coś więcej niż profesor
Obserwacja ma w sobie duży ładunek prawdy życiowej. 
Prowadziłam więc życie po byciu lekarzem, w rozumieniu byciu lekarzem pracującym w szpitalu lub poradni przyszpitalnej. Prawdziwy lekarz tylko w takich miejscach przecież pracował! Tymczasem nieco nieoczekiwanie dla mnie samej okazało się, że dyplom lekarza otrzymuje się niejako dożywotnio. Wracając pewnego grudniowego popołudnia z konferencji prasowej w Paryżu usłyszałam przez głośniki samolotu słynną frazę
Czy jest na pokładzie lekarz?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział siódmy

Rozdział 7.  Spotkania i Jubileusze Rok 2017 rozpoczął się pod znakiem jubileuszy, spotkań i nowych aktywności mediowych, którymi by...