niedziela, 30 kwietnia 2017

Modne diagnozy - odcinek drugi



Czas płynął, a Matylda Przekora miała się niezmiennie bardzo dobrze. Ani się obejrzała a nadeszły jej kolejne urodziny. Postanowiła wydać okolicznościowe przyjęcie. Najmodniej było wydać przyjęcie w internecie. Każdy hula za swoje i nie trzeba zmywać talerzy po pożegnaniu gości - było to zgodne z wyznawaną ostatnio przez Matyldę i Francisca filozofią życiową: 
wszystkiego za pieniądze nie kupisz! 

Nie ma więc co za nimi gonić do utraty tchu, bo jeszcze człowiek zapomni za czym goni i przy kasie stanie zasapany i zagubiony życiowo.
Część zaproszonych na okolicznościowe przyjęcie urodzinowe gości pochodziła ze słynnego międzynarodowego portalu dla lekarzy www.docdiscussions.com którego Matylda była od niedawna aktywnym członkiem. Po wielu latach pobytu na   www.penicillium3x800000j=2,4 mln j.com  odczuwała potrzebę zmian i innych bodźców. 

Portal www.docdiscussions.com odtworzył właśnie swe podwoje dla członków z nowych krajów,skorzystała więc z okazji i dokonała e-emigracji.
Eeee...., co to za emigracja - odpowiadali niektórzy marudni koledzy. - Poczekajcie na dalszy rozwój wydarzeń - tajemniczo odpowiadała Matylda.
Jak przystało na przyjęcie wydawane na forum dyskusyjnym Matylda przygotowała wykład inauguracyjny przedstawiający nowym kolegom zagadnienia medyczne związane z upływem czasu. Tytuł wykładu brzmiał

Przewodnik po upływie czasu oparty na osobiście znanych faktach

Swe wystąpienie rozpoczęła od wyznania: 9 grudnia są moje urodziny. Ile mam lat? Optymistyczna wersja przedstawiona w postaci równania matematycznego wygląda następująco:
WIEK= 2 x 35 + 2
Prawda, że wygląda sympatycznie tak zapisane równanie? Ale formalna, tradycyjna odpowiedź brzmiąca - mam 72 lata nie wygląd już tak wesoło.
Ponieważ nie mam skłonności do zmarszczek i udało mi się zachować prawidłową sylwetkę, zwykle nowo poznani interlokutorzy dają mi mniej lat niż w istocie posiadam. Jak ty to robisz, że wyglądasz jak wyglądasz - pytają się.
Zwykle odpowiadam: dzieje się tak pewnie dlatego, że mam męża młodszego ode mnie o 5 lat.
- Aaaaa,  wszystko jasne - odpowiadają i uśmiechają się szeroko.
Ostatnio "dano" mi 58 lat. Brzmi sympatycznie, ale czas płynie...
Zauważyłam, że w życiu kobiety czas odmierzają nieparzyste dekady: 30, 50, 70...
Każda następna dekada ma swoje charakterystyczne objawy:
30 plus: masz dodatni test ołówka; jak się wykonuje ten test? wkładasz ołówek pod biust i jeżeli pozostaje on na swoim miejscu, test jest dodatni
50plus: miesiączki śpiewają ci goodbye my love, goodbye
70plus: twój osobisty okulista komunikuje ci: @mimax2 masz początki zaćmy...
90 plus: napiszę wam o tym za 18 lat ;) 
Obiecuję!
Rozległy się burzliwe oklaski i nie mniej burzliwa dyskusja. Starsza pani w roli głównej okazała się być interesującym tematem, zarówno dla pań, jak i panów. 

                                                ***

Matylda kochała media miłością różnoraką, a one odwzajemniały to uczucie. Dzień wcześniej późnym wieczorem nadszedł sms: ratuj, konieczny komentator medyczny w porannej audycji - pisał znajomy producent programów telewizyjnych. Cóż trzeba było ratować będących w potrzebie! - taki fach. Nie jest ważne czy ratować cierpiących fizycznie, czy cierpiących z powodu stresów związanych z wykonywaną profesją.


Media miały swoje specyficzne spostrzeganie świata. Była to inna odmiana realności. Z drugiej strony życie szpitalne czy poradniane też nie do końca odzwierciedlały realny świat, a może było ich więcej niż jeden - pomyślała Matylda przyglądając się sporej grupce pracowników nowej stacji telewizyjnej, położonej na peryferiach miasta zgodnie z trendami geografii korporacyjnej..

Nikt spośród co najmniej dwudziestu uwijających się pracowników na oko nie miał więcej niż 35 lat. Matylda czuła się niczym dinozaur wykopany z przeszłości i wrzucony w środek świata, w którym wszyscy są wszyscy nieprzemijająco młodzi, piękni i  najpewniej bogaci. Gdy ma się wszystko sławę, pieniądze, media, harem  młodych podległych pracowników czasem okazuje się, że potrzebny jest jakiś dinozaur ze swoją zamierzchłą wiedzą. Najlepiej, żeby był to osobnik nie przykuty kajdanami do gabinetu lekarskiego w celu realizowania boskiego daru powołania do medycyny, mogący potwierdzić przybycie do studia dowolnego dnia, o dowolnej godzinie, po zapytaniu wysłanym kilka godzin wcześniej.

-Gdzie są starsi ludzie w tej stacji? - zastanawiała się omiatając wzrokiem nieskazitelnie młodą korporacyjną przestrzeń. -Pewnie pozrzucali ich ze skał i biedacy potonęli - pomyślała Matylda. 

Mogła od rana biegać po studiach telewizyjnych, konferencjach prasowych, rozdaniach nagród bez wyrzutów sumienia, że nie ratuje ginącej ludzkości. Po latach wahań w rytm kroków tanga - dwa do przodu i jeden do tyłu - wewnętrznie czuła się zwolniona z ratowania wszystkich opłacających składki na ubezpieczenie społeczne.

Inną filozofię wyznawali laureaci zbliżającej się gali Maruderzy Medycyny. Uważali, że wszyscy absolwenci pewnej przemianowanej, a więc nie istniejącej uczelni powinni ratować ginącą od przejedzenia i znieruchomienia ludzkość, a oni swym spracowanym palcem wskażą kto, kogo i kiedy. Za ile  było pytaniem w najwyższym stopniu niestosowanym, nietaktownym i oburzającym.
Takie wskazywanie kto kogo ma ratować wyczerpywało człowieka emocjonalnie i trzeba było odsapną nieco na jakieś gali, w eleganckiej sali.

Kapituła orderów dla Maruderów Medycyny dokonała dorocznego losowania ozdób klatki piersiowej przeznaczonych dla najbardziej zasłużonych w dewastowaniu ochrony zdrowia. Laureaci, publiczność, wielebni sponsorzy oraz zaufana kapituła ozdób klatki piersiowej zebrała się jak zawsze pod koniec roku w słynnych salonach restauracji Pod Dyszkantem. 

Wybór lokalu gastronomicznego nie był przypadkowy. Od pewnego czasu niektórzy reprezentanci rynku mediowego istotnie cienko śpiewali, a jeszcze cieniej przędli. Wiatry historii nie wieją tylko w jednym kierunku albo zwykła sinusoida życia - zauważyła Matylda w rozmowie z kimś zmiecionym przez wiatr przemian dziejowych. 

Uroczystość przebiegła według tego samego scenariusza. Przypięto te same ordery do tych samych piersi, których właściciele cierpieli na nieuleczalny syndrom radzieckiego  generała. Niektórym brakowało przestrzeni do przypinania ozdób na bohaterskich klatkach piersiowych. 

Instytut Transplantacji Demokracji pracował na koncepcją trzeciej piersi dla najbardziej zasłużonych. Nie mogło przecież tak się zdarzyć, że zabraknie miejsca do przypinania orderów dla dam i kawalerów kapituł wszelkich i nie byle jakich!

Po dekoracji zasłużonych biżuterią biznesową,  zaproszono gości na biesiadę. Matyldzie przyszło siedzieć wśród mediowej młodzieży, która nie zostawiwszy nawyku zadawania pytań w pracy, kontynuowała swe powołanie odpytywania innych ludzi podczas branżowej biesiady. 

-Dlaczego rzuciłaś medycynę? Jaką miałaś specjalizację? Co robisz w mediach? - z kilku stron padały pod adresem Matyldy kolejne pytania.

-Nie rzuciłam medycyny, mam nadal aktywne PWZ, tak samo specjalizację z chorób wszelakich. W mediach robię drugą karierę - odpowiedziała w krótkich żołnierskich słowach zaciekawionym współkonsumentom.

Wybór specjalizacji zawsze był poważnym wyzwaniem dla lekarza. Ludzie głowili się tą decyzją tygodniami i miesiącami, nie zawsze wybierając właściwie.


Po latach Matylda odkryła, że zastosowanie może mieć test talerza. Pierwsze obserwacje w tym kierunku poczyniła jeszcze w czasach studenckich podczas obiadów zjadanych w stołówce.

-Jeżeli twój talerza po skończeniu konsumpcji jakiegokolwiek drobiu wgląda jak powyższa fotka, możesz śmiało wybierać specjalność zabiegową. Dodatkowo jeśli szydełkujesz, malujesz, dziergasz na drutach, wybór specjalności zabiegowej będzie trafiony - opowiadała sąsiadce przy stole biesiadnym.


-Jeżeli zaś twój talerz ma rozwleczone drobiowe kości na pół hektara, kieruj się ku chorobom wszelkim - oznajmiła. Teraz chyba rozumiesz dlaczego wybrałam moją specjalizację. Z talentów manualnych posiadam tylko zdolność stukania w klawiaturę komputera, która jest pochodną wcześniejszej umiejętności stukania palcem w palec, podstawowej metody diagnostycznej w chorobach wszelakich w minionych latach. Była to tanie, dostępne od ręki, bardzo wydajne postępowanie diagnostyczne. Nie trzeba było oczekiwać miesiącami na opukanie, no i na diagnozę. No ale przyszło nowe i wmówiło wszystkim, że tylko rezonans zlikwiduje dysonans, rozpoznawczy oczywiście - dorzuciła Matylda. Czuła się w tym młodym towarzystwie niczym dinozaur będący ciągle żywym dowodem ewolucji w przyrodzie. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział czwarty

Rozdział 4: Ruszam w świat! Czas płynął... Wyjazdy do Tunezji i na Kretę pokazały , że rodzina potrafi samodzielnie egzystować bez ...