niedziela, 30 kwietnia 2017

Modne diagnozy odcinek trzeci

Tymczasem Francis  powrócił z kolejne misji organizacji Dziadkowie bez Granic pełnionej na  zachodnich rubieżach kontynentu. Taki los!  Jednych rzuca do Afryki, innych w rejon pasma Hindukuszu, a jeszcze innych na rubieże zachodnie Europy. Każdy by chciał być wolontariuszem w Paryżu! Co więcej niektórzy próbowali przekuć takie chęci w czyny.
Posiadanie linijki w CV z napisem wolontariat na rzecz....bla...bla...bla... było niezbędnym wymogiem w nigdy nie nasyconym świecie biznesu. Nachapany, acz bystry biznes w pewnym momencie zauważył, że świat się nim nie zachwyca. Miał wszystko, ale okazało się że wszystko nie oznacza także zachwytu innych ludzi. 
Zamówiono więc pilna kurację wizerunku i kreatorzy sztucznej rzeczywistości wymyślili, że pomocnym w naprawie nadwątlonego wizerunku Big Biznesu będzie wolontariat. Wszyscy szanowali wolontariuszy spieszących z pomocą poszkodowanym przez wojny, pensjonariuszom hospicjów czy  ofiarom klęsk żywiołowych. Powinni więc zachwycić się już po przeczytaniu słowa wolontariat na rzecz seniorów to już gwarantowany maksymalny zachwyt. 
- A więc to nie będzie wizyta w hospicjum lub w szpitalu? - dopytywała Matylda podczas konferencji prasowej. 
- To też będzie praca na rzecz seniorów - ćwierkały agentki PR.
- Jaka praca, proszę o bliższe dane - dociekała Matylda. Warto było dopytywać!
W zaciszu gabinetów wymyślono, że wrażliwy na swój wizerunek Big Biznes nauczy seniorów... budowania drzewa genealogicznego i układania fotografii w gąszczu wspomnień.
-To zagrabianie idei wolontariatu - orzekła Matylda, burząc spokój wiecznie zadowolonej z siebie agentury wizerunku.
-No ale ie każdemu los podaruje wolontariat na rzecz naprawdę potrzebujących - podsumowała Matylda.
Tak to już w świecie było, że nie wszyscy zachwycali się staraniami innych ludzi. Francis po powrocie zastał dom i pomieszczenia redakcyjne miesięcznika Modne Diagnozy  w strasznym stanie.
Nic w domu ani w jakimkolwiek tekście napisanym w międzyczasie przez Matyldę nie stało tam gdzie powinno stać! Redakcyjną rezydencję ogarnął huragan dobrych zmian. Matylda bohatersko broniła dostępu do wiedzy o lokalizacji szczoteczki do zębów, kluczy do domu oraz dolnych partii bielizny osobistej. Telefonowanie do męża na rubieże kontynentu z pytaniem gdzie zostały zdeponowane jej dessous'y uważała za wykluczone. O takie detale jak lokalizacja tekstu w komputerze, książki na regale czy butów w szafie mogła pytać. Ba! ciągle musiała pytać. W tym domu  źródło porządku stanowionego było tylko jedno! Z czasem zrezygnowała się i pytała o lokalizację większości rzeczy.
Właśni wróciła z przedświątecznego spotkania, zamieniła wyjściowe okulary na domowe i chciała zdeponować cenną optykę w firmowym pudełeczku. Zwykle leżało ono przy komputerze na biurku.
Jak się dowiedziała lokalizacja ta tylko pozornie była logiczna!


- Francis, gdzie jest pudełko na MOJE OKULARY??? - zawołała do męża.
-Przeszkadzały przy odkurzaniu, więc je przełożyłem - odparł z godnością Perfekcyjny Pan Domu. Choć Matylda miała wzrok certyfikowany przez swojego Osobistego Okulistę, niedawnym badaniem kontrolnym, odnalezienie okularów nie było zadaniem prostym.
- No właśnie gdzie leżą okulary Matyldy? - niniejszym ogłasza się konkurs dla Czytelników. Zagapianie się na staromodne dzieło Alexa Comforta jest wskazane. 

Od pewnego czasu, datowanego masową dostępnością wszelkich elektronicznych urządzeń mobilnych, znaczna część ludzkości dokładała poważnych starań aby udowodnić, że można żyć samym internetem. Jednak wcześniej czy później okazywało się, że trzeba wyjść z internetu i oddać się różnym  czynnościom poczynają od tak prozaicznych, acz bezwzględnie koniecznych, jak zresetowanie pęcherza moczowego, po bardziej wyrafinowane potrzeby jak na przykład wydanie urodzinowego przyjęcia w związku z urodzinami.

W którym lokalu urządzić urodzinowe przyjęcie? - oto jest pytanie przed którym stanęła Matylda. Nowa rola zawodowa sugerowała wybór lokalu związanego z mediami.


Jednak wizja lokalna wytypowanej placówki gastronomicznej nie wypadła pomyślnie. Kompatybilna z oczekiwaniami była tylko nazwa. Wprawdzie malowniczy konsumenci w kamizelkach odblaskowych z napisem budowa na plecach mogli być interesującymi interlokutorami, ale Matylda nie zdecydowała się na sprawdzenie tej hipotezy w realu.

Co i raz rozlegające się okrzyki barowej klasyki - leniwe, pierogi, proszę odebrać !!! także nie skłaniały ku wyborowi pierwotnie wytypowanego lokalu na miejsce urodzinowego przyjęcia.



STOP tym pomysłom - powiedziała sobie Matylda.

Wizja lokalna kilku następnych, potencjalnych placówek gastronomicznych trwała dość długo i zakończyła się dopiero późnym wieczorem.



Ostatecznie zdecydowała się na nową edycję niegdysiejszego Baru Agatka, obecnie po raz kolejny przemianowanego i przemeblowanego. Tym razem nazwa nawiązywała do Korei, odwiedzonej przez Matyldę przed kilku laty.

Party urodzinowe w realu miało się rozpocząć w samo południe. Lista gości z uwagi na obowiązującą Ustawę o ochronie danych osobowych, nie jest niemożliwa do podania do publicznej wiadomości. Czytelnicy muszą więc poprzestać na snuciu domysłów na ten temat.



Na pierwsze danie podano zupę z koreańskimi różnościami. Smakowała wszystkim gościom.



Zbliżające się święta skłoniły Matyldę,  słynną producentkę pierogów, do przetestowania ich międzynarodowej wersji - smakowały! Czy miało to oznaczać, że odstąpi od corocznej tradycji lepienia domowych wyrobów??? Nie była pewna... to się mogło zdarzyć... W końcu upadały dużo większe tradycje.


Elegancki nastrój przyjęcia podkreślała czerwona róża otrzymana przez solenizantkę, nawiązująca do do motywu ulubionej powieści Matyldy.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pocałunek uzależnienia - odcinek piętnasty

Rozdział 15. Niespodziewana awaria doskonałej machiny   [Algieria 2013/4248] Kreatorzy medialnego wizerunku dr Odrana – Zatrosk...