sobota, 13 maja 2017

Pocałunek uzależnieni - odcinek trzeci



Rozdział 3: Matylda w wielkim świecie

Matylda, będąc niegdysiejszą niegrzeczną dziewczynką, chadzała tam gdzie chciała i zawsze swoimi drogami, a wyprawa na galę Demokracja w medycynie była tego wymownym przykładem.
Dochodziła godzina dwudziesta i poproszono, aby goście przeszli z vestibulum do głównej sali ceremonialnej. Wszyscy obecni skierowali się ku wejściu na salę wykładową, gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie wstrzymano wchodzenie korowodu gości, na czele którego kroczył docent Krzysztof Maria Wczorajszy, naczelny wykładowca firmy Piguła Co Nie Działa, zatopiony w biznesowej pogawędce z profesorem Przecientnym. Antoni jeszcze raz odruchowo obejrzał się za siebie, aby omieść scenę towarzyską swym badawczym spojrzeniem oraz sprawdzić, kogo wyprzedził w pochodzie do krzeseł z pierwszych rzędów. Zupełnie niespodziewanie wzrok jego zderzył się niczym błyskawica z piorunochronem ze spojrzeniem Matyldy, kroczącej kilka metrów tuż za Przecientnym, w towarzystwie znanej farmaceutki. Niestety, wcześniejsze zabiegi i skręty gałek ocznych na nic się zdały! Miast serii gwałtownych wyładowań gniewnych spojrzeń, które bezdyskusyjnie należały się zuchwałej Matyldzie, w ostatniej chwili Antoni zdecydował się wygenerować kilkumilimetrowe skinienie głową w kierunku doktor Przekory. Pod mikroskopem można by ten ruch zidentyfikować jako nad wyraz serdeczne kiwnięcie powitalne.

Po chwili wznowiono proces wchodzenia dostojnych gości na salę. Zaproszeni uczestnicy spotkania zasiadali powoli na krzesłach i zastygli w oczekiwaniu. Dyrektorka marketingu przywitała przybyłych gości i poprosiła docenta Krzysztofa Marię Wczorajszego o wygłoszenie wykładu inauguracyjnego. Docent Wczorajszy z gracją pingwina wskoczył na podium, aby nikt nie pomyślał, że ostatnio złapane dodatkowe dwadzieścia kilogramów w jakikolwiek sposób pogarsza jego kondycję fizyczną. Zapiął marynarkę na środkowy guzik – dopinała się jeszcze! Ach, co za ulga – pomyślał. Poruszył węzłem krawata, odchrząknął i przystąpił do snucia finezyjnej intelektualnie refleksji o demokracji i medycynie.
Niektórzy korzystając z przyćmionego światła usnęli już na samym początku, maskując stan czuwania przez podtrzymywanie głowy przedramieniem ustawionym w pozycji pionowej, przy zachowanym zgięciu łokciowym. Tymczasem docent Wczorajszy rozważał różne związki demokracji i medycyny.

Panie i Panowie,

mam dzisiejszego wieczoru omówić temat „Demokracja w medycynie”. Niełatwe to zadanie, sami przyznacie! Nawet początkowo nie miałem żadnej idei jak zabrać się za tak nietypowy temat. Dla przybliżenia sobie tej abstrakcyjnej materii zajrzałem do jakże demokratycznego zbioru informacji, jakim jest bez wątpienia Wikipedia, aby przypomnieć sobie co to jest ta cała demokracja. Nic ciekawego, proszę państwa! Sytuacja, w której niby wszyscy rządzą i decydują nie jest dobra. Wnosi w nasze życie chaos i pomieszanie pojęć. W mojej klinice rządzę ja i nikt więcej, no bo sami państwo przyznacie, co by było gdyby wszyscy chcieli rządzić. Potrafię reprezentować mój zespół lepiej niż on sam siebie by reprezentował. Teraz, proszę państwa, najmodniejsze są analizy typu case study, więc posłużymy się i my w analizie zagadnienia demokracja w medycynie takim narzędziem badawczym.
Weźmy, proszę państwa, choćby taki prosty przykład, można rzec pierwszy z brzegu – w ubiegłym roku był Światowy Kongres Nauk Wszelakich w Buenos Aires. Czy można nieopatrznie wysłać na taki kongres przypadkowego asystenta lub asystentkę? Wiadomo, że po zakończeniu obrad wszyscy badacze jadą zobaczyć wodospady Iguazu. A jak by się taki asystent utopił podczas wycieczki łodzią do słynnej Gardzieli Diabła, którą miejscowa ludność nazywa Gargantua del Diabolo, to co by było? Sam wolałem wziąć na swe barki niebezpieczeństwo jakie płynęło z uczestnictwa w tym kongresie i diabelskim niebezpieczeństwie wyprawy do Puerto Iguazu. I powiem państwu, że udało mi się udźwignąć ten ciężar, choć czternaście godzin lotu z Europy to jednak jest pewne wyzwanie! Tu muszę podziękować firmie Piguła Co Nie Działa, że zechciała zasponsorować mi przelot w business class, dzięki czemu przetrwałem tę podróż bez większych problemów.
Czy mogą sobie państwo wyobrazić stopień wymiętolenia człowieka w economy class po czternastogodzinnym locie? Jak wygląda jego garnitur marki Figo Fago, że o apaszce od Marago nie wspomnę! Bo, proszę państwa, pozwolę sobie tu na dygresje natury ogólnej – elegancki mężczyzna, reprezentujący w końcu polską medycynę na antypodach, nie może podróżować w konwencji zwykłego casual, to musi być styl smart casual w podróży, a ten jak wiadomo wymaga dodania jakiegoś wytwornego drobiazgu do stylu casual, na przykład apaszki od Marago korzystnie okalającej szyję mężczyzny dojrzałego wiekiem. Gdyby państwo nie akceptowali apaszek tego kreatora mody, które osobiście cenię najbardziej - mężczyzna jest wtedy taki interesujący, z nutą tajemnicy wokół stanu jego konta bankowego! -z powodzeniem można je zastąpić na przykład eleganckim paskiem do spodni od Hey Chille i już od pierwszego spojrzenia personel business class wie, z kim ma do czynienia.
Proszę państwa, naprawdę kwoty jakie trzeba przeznaczyć na zakup tych stykowych drobiazgów nie takie wysokie, zważywszy na fakt, iż reprezentujemy naukę polską, naszą rodzimą Alma Mater, no i samych siebie. W końcu ja tam reprezentowałem te wszystkie człony i nie mogłem pozwolić sobie na  niedociągnięcia reprezentacyjne czy łachmaniarstwo w ubiorze! Podczas obrad, proszę państwa, zauważyłem, że z tą demokracją to nikt tam nie szalał – wykładowcy byli ci sami co w Europie. Więc gdybym miał powiedzieć coś na podsumowanie mojego wystąpienia, to brzmiałoby ono tak: demokracja jest mocno przereklamowana, w medycynie zgoła zbędna.

Burzliwe oklaski w wykonaniu zaproszonych vipów zmieszały się z dźwiękami melodii Cztery pory roku wykonywanymi przez kwartet smyczkowy ukryty za kotarą oddzielającą docenta Krzysztofa Marii Wczorajszego od podium, który umilał gościom czas pomiędzy wystąpieniami kolejnymi czynników oficjalnych. Drugi punkt naukowy wieczoru, czyli wykład profesora Przecientengo, był finezyjną mieszanką marketingu, trialologii stosowanej oraz Medycyny Opartej Na Fikcji w tak perfekcyjnych proporcjach, że najstarsi wyjadacze i bywalcy na salonach nie pamiętali lepiej dobranej kompozycji półprawd oraz niedomówień.
– Mistrzostwo świata, mistrzostwo świata – szeptali jeszcze długo po zakończeniu wystąpienia.
Po wysłuchaniu wykładu wszyscy goście przeszli do sali gdzie podawano wieczerzę. Dyrektorka marketingu długo zastanawiała się, czym uraczyć tak dostojnych gości. Po naradach z szefem kuchni zdecydowała się na następujące menu: marynowany łosoś z kremem serowym i rukolą owinięte ciastem, smażony filet z jagnięciny w sosie bazylikowym z warzywami i ziemniakami, pieczona lasagne brzoskwiniowa z migdałami i sosem waniliowym.

Antoni rozłożył śnieżnobiałą serwetkę na swym garniturze marki Toje Ktoś i miał zamiar przystąpić do konsumpcji. Analitycznym okiem spojrzał na zastawę stołową, sztućce, kieliszki i zamarł w zgorszeniu. Nie było drugiego widelca do ryby! Z domu rodzinnego w Kieleckiem wyniósł nauki pobrane od swej matki, która zawsze mu przypominała:
- Antoni, zapamiętaj na całe życie - od Paryża aż po Kielce, jedna ryba dwa widelce!
Ha, najwyraźniej Warszawa nie leży na trasie z Kielc do Paryża - stwierdził i w stanie psychicznego stanu przedwstrząsowego rozpoczął atak na łososia nożem i widelcem. Starannie odkroił kawałeczek ryby o wymiarach 2x2 cm i umoczył go w sosie bazylikowym. Dostojnym ruchem przeniósł łososia do góry i z wprawą skierował go do jamy ustnej w celu dalszej degustacji. Zatrzymał przez chwilę łososia na kubkach smakowych zlokalizowanych u podstawy języka, skontaktował badaną materię z podniebieniem i kilka razy przeniósł go z okolic lewego policzka na stronę prawą i odwrotnie.
Hm… – czegoś tu brakuje… – pomyślał. Jeszcze raz zrobił rundę z fragmentami łososia w jamie ustnej i o mało nie wykrzyknął zdziwiony degustacyjnym odkryciem, którego dokonał.
– Już wiem! Olej użyty do sosu bazylikowego to nie jest olej pierwszego tłoczenia! Jak można tak obniżyć klasę posiłku! – pomyślał zgorszony. Tylu dostojnych gości na kolacji, a oni podają sos na oleju drugiego, a może i trzeciego tłoczenia! Hańba temu, kto tak postąpił! Jak raz się obniży jakość, to potem już z górki. Ser użyty do sosu dla odmiany powinien być niepierwszej młodości, a był pierwszej. Rukola miała smak  świeżo skoszonego siana w gospodarstwie ekologicznym, a ciasto przypominało gumowate wyroby, jakie Antoni musiał jadać, gdy przebywał na stypendium rządu amerykańskiego. Poświęcił się jednak dla dobra nauki polskiej, którą w końcu reprezentował i bohatersko wchłonął wszystko, co było na talerzu.
- I tak wydalę – pomyślał na pocieszenie samego siebie. Qrde! –ale czy ja mam w rezydencji papier toaletowy? –pomyślał spanikowany nie na żarty. Tyle tego papieru zużywają moje grzeczne dziewczynki, że służba nie nadąża z uzupełnianiem!
Muszę wyjść z tego bankiety mniej nażarty – zdecydował w ramach zarządzania swoim przewodem pokarmowym, bowiem był z niego menedżer całą gębą, a może nawet całym przewodem pokarmowym od jamy ustnej poczynając i na najdalszym odcinku kończąc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział czwarty

Rozdział 4: Ruszam w świat! Czas płynął... Wyjazdy do Tunezji i na Kretę pokazały , że rodzina potrafi samodzielnie egzystować bez ...