sobota, 13 maja 2017

Pocałunek uzależnienia - odcinek piąty

Rozdział 5: Gdzie są doktorzy?

– Zawsze miałem do pani słabość, ech… niech już pani mnie nie męczy dalej. Ten portal to www.penicillium3x800.tys.j.=2,4mln.pl – oznajmił stary doktor. Założyli tam swoje internetowe imperium, nazywa je Penicylandia, tęsknią bowiem za starymi dobrymi czasy, gdy wypisanie recepty na penicylinę lub inny lek było tajemniczym misterium znanym tylko lekarzom, lek działał w każdym przypadku, a osoby odwiedzające ich gabinety były poszukującymi pomocy w chorobie, a nie kontrolerami wiedzy oraz intencji lekarza. Nie chcą już być  wiecznymi chłopcami do bicia przez każdego komu taki pomysł przyjdzie do głowy. Czując, że świat realny jest  słabo reformowalny wyemigrowali do Penicylandii, która jest fragmentem większej krainy.
– A nie mógłby mi pan pokazać choć trochę tego penicillium? – nieśmiało zapytała Cynamonowa.
– Odmawiam, stanowczo odmawiam! – zawołał doktor.
– Panie doktorze, ale chociaż rąbek, jeden malutki, niech pan będzie ludzkim człowiekiem, malusi kawałeczek – jęczała Cynamonowa niczym w ciężkim ataku kolki nerkowej, w dodatku obustronnej.
– Pani Cynamonowa, żegnam panią i proszę nie plątać mi się koło parapetu! – oznajmił kategorycznym tonem doktor.
– A co to, już do parapetu nie można podejść? – zdziwiła się Cynamonowa.
– Zabraniam! – krzyknął stanowczym głosem doktor.
– A co pan taki nerwowy? – zapytała zdziwiona.
– To pani nie wie, że agencja Tele-Oko zamontowała kamery monitorujące okolice parapetu w gabinecie każdego doktora i rejestrujące nawet najmniejszy ruch wewnątrz?
– No i co?
– No i to, pani Cynamonowa, że dziś gdy u jakiegokolwiek mojego kolegi w domu rozlegnie się dźwięk dzwonka o 6:01 rano, to doktór modli się: panie Boże, spraw żeby to byli raczej chorzy niż zdrowi interesanci do mojego domu.
– Co pan doktor opowiada! To chorzy już tak rano już do doktorów przychodzą?
– Pani Cynamonowa, jakaś pani dziś przymulona. A w ogóle to sio mnie od tego parapetu, bo jeszcze pani sama zaplącze się w jakieś kłopoty i mnie wkopie.

Nim zamknęły się drzwi za sąsiadką, doktor szybko wystukał na pasku adres internetowy portalu, by sprawdzić co nowego zdarzyło się w międzyczasie na forum. Przybrał tam nick’a @doktor.szeregowy, chcąc podkreślić tym wyborem to, kim się czuł w głębi duszy oraz przypomnieć sobie młodość, gdy był zwykłym lekarzem. Powroty do młodości we własnych wspomnieniach budziły rozczarowanie, a wypady do portalu pozwalały na oderwanie się od ziemi, metryki, konta bankowego, co tu dużo mówić – od wszystkiego. Między wyobraźnią doktora a ekranem komputera rozciągała się bardzo sympatyczna kraina. Powroty do realu nie zawsze zachwycały doktora… to był inny świat…

Człowiek odpięty od komputera jest tworem dwuwymiarowym,
Nawet nie wie co może robić w swym życiu nieekranowym.
Spogląda na świat realny, bez tych magicznych odcieni,
Dotyka też błędnym wzrokiem przybyłych z innej przestrzeni.
Obsługa niezalogowanych na naszym forum, czy wiecie?
Na szczęście jest niemożliwa, jesteśmy teraz w off-świecie.

Nie minął nawet miesiąc, a Cynamonowa znowu potrzebowała pilnie skontaktować się z @doktorem.szeregowym, jednym z niewielu jeszcze ordynujących w realu lekarzy.
– Panie doktorze, mam bóle koło serca, czy mogę przyjść? – załkała spazmatycznie do telefonu.
– No, jeżeli to serce, to niech pani przyjdzie – odpowiedział doktor.
– Ledwie postawiła nogę za próg, już jęczała swoje niezrealizowane podczas poprzedniej wizyty zachcianki.
– Panie doktorze, choć kawałek tego portalu dla doktorów by pan pokazał, to bym zaraz poczuła się lepiej – prosiła. Tylko malutkie pięć minut popatrzę, przysięgam że nie powiem nikomu. Bo, wie pan doktor, chcemy też założyć taki portal dla pacjentów, taka oddolna inicjatywa edukacyjna, jak to się mówi teraz. Pan doktor wie, że teraz pacjenci to muszą mieć to samo co i doktorzy, no oczywiście z wyjątkiem pieczątki, ma się rozumieć – oznajmiła Cynamonowa.
– Z wyjątkiem pieczątki, mówi pani? – roześmiał się doktor. – A nie zapomniała pani o wiedzy, umiejętnościach, dyplomie lekarza?
– Ojej, pan doktor taki zasadniczy, dyplom, wiedza to rzeczy oczywiste,   odpowiedziała Cynamonowa pojednawczo. – Ale co my tam o pieczątkach, panie doktorze, to miejsce w internecie, gdzie schowali się doktorzy, to pan pokaże, coooo? Przecież go nie zjem, po starej znajomości, panie doktorze – maltretowała doktora słownie i emocjonalnie.
– No, sam nie wiem – zawahał się doktor, bo co tu dużo mówić – miał słabość do Cynamonowej.
– Mogę złożyć przysięgę, jak mi pan nie wierzy – zadeklarowała.
– Przysięgę, mówi pani? – zapytał.
– To na co mam przysięgać? – ochoczo podchwyciła Cynamonowa.
– Na świętych Hemaglutyninę i Neuraminidazego – burknął doktor pod nosem.
– To jakieś nowe święte osoby? Nie znam – zdziwiła się.
– No, mniejsza o większość, jak to się mówi. Ma pani dostęp do zawartości portalu przez dziesięć minut – oznajmił, świadom iż czynić tak nie powinien, ale też nie potrafił opanować słabości do Cynamonowej. Zawsze wprawiała go w dobry humor swoim nieskomplikowanym postrzeganiem świata.
– Niech pani czyta, a ja w międzyczasie przejrzę gazetę i wypiję kawę – oznajmił doktor nieoczekiwanie sam dla siebie.
Cynamonowej oczy wyskoczyły nas szypułki i chłonęła tekst z ekranu. To wprost nie mieściło się w głowie, żeby…
[….] Ustawa o Kontroli Publikacji i Widowisk z dnia 31 lipca 1981 roku (Dz. U. nr 20 z 12.08.1981, poz. 99) – tak, u nas niestety nadal działa ;)) !!!


W miarę trwania ekscytującej lektury policzki Cynamonowej płonęły, rozpalały się emocjonalnie w sposób zupełnie niekontrolowany. To było lepsze niż wszystkie listy na tematy damsko-męskie, jakie w życiu przeczytała. Doktorzy ekstremalnie bezpruderyjnie rozmawiali na każdy temat, który myśl ludzka była w stanie wygenerować.
– Panie doktorze, ale dlaczego oni tak się śmiesznie ponazywali?
– Niby kto? – zapytał.
– No, ci doktorzy.
– A kto pani przypadł do gustu?
– No śmieszna jest ta @ale.wypoczęta.
– Podoba się pani? – zapytał stary doktor. Znam ją w realu, to moja koleżanka ze studiów, Matylda.
– Wszystkie fajne są, ale najśmieszniejsza to jest ta, co nazwała się @raczej.pulchna. Przepraszam pana doktora za śmiałość… a ona w realu to jaka jest – pulchna czy raczej chuda?
– Pani Cynamonowa, to jest tylko nick, kto ją tam wie jaka jest… – oznajmił refleksyjnie doktór. Ludzie często prężą muskuły w Internecie, dodają sobie różnych walorów, może ta cała @raczej.pulchna cierpi na anoreksję. Tego nie wie nikt dopóki się z nią nie spotka.
– A pan myśli, że ta @ale.wypoczęta to naprawdę nie jest zmęczona? Bo doktorzy mówią, że strasznie są przemęczeni dyżurami, licznymi posadami, no tą nauką w ciągu… tego, no ciągłą, czy jak tam to jest nazwane u was.
– Powiem pani po starej znajomości – @ale.wypoczęta jest strasznie oporna jest na niektóre lansowane nowe kierunki niby to naukowe w medycynie, nie chce kierować się mapami drogowymi, jakich dostarczają nam siły przewodnie w naszych specjalnościach. Ponadto powiem pani ta cała @ale.wypoczęta notorycznie buja w obłokach i marzy o podróży na Karaiby.
- Pewnie chce się z jakąś firmą farmaceutyczną wybrać – rzuciła aluzyjnie Cynamonowa.
-Firmą, firmą! – prychnął doktór. Pani myśli, że tak Piguła Co Nie Działa to zaprasza takie jednostki jak @ale.wypoczęta? Ona jest  zwyczajnie za cienka na takie wycieczki.
– A dlaczego ona jest taka harda, ta @ale.wypoczęta? – drążyła Cynamonowa.
– O święta Hemaglutynino! O święty Neuraminidazy! – tego nie wie nikt! Mówi, że swoje wie i już.
– Znaczy, że niby doświadczona w medycynie? To chyba nic złego? – zapytała Cynamonowa niedowierzająco.
–Doświadczenie jest teraz niemodne, pani Cynamonowa – odparł doktór.
–To co jest modne, panie doktorze? – dociekała pacjentka.
– Koniec balu, panno Lalu – oznajmił znienacka doktor.
– Co też pan doktor tak nagle każe mi się wynosić? – zapytała Cynamonowa.
– No to mówię do pani w rozwiniętej i oficjalnej polszczyźnie: do widzenia, pani Cynamonowa! – oświadczył ozięble doktor.
Doktor pożegnawszy Cynamonową ponownie zalogował się na portalu, gdzie @ale.wypoczęta snuła swoje przemyślenia, tym razem na temat… uzależnienia się od portalu.

Temat: uzależnienie od internetu

Kilku kolegów wspomniało o możliwości uzależnienia się od naszego forum. Istnieje diagnostyczna możliwość sprawdzenia, czy tak jest istotnie:

A) jeżeli wstajecie w nocy do łazienki i dopiero w drodze powrotnej otwieracie komputer i sprawdzacie czy nadeszła nowa poczta z portalu, to wszystko jest w porządku – nie jesteście uzależnieni;

B) jeżeli wstajecie w nocy do łazienki i w drodze do niej otwieracie komputer, sprawdzacie czy nadeszła poczta z portalu i surfujecie oraz komentujecie posty do białego rana, zapominając o pierwotnym celu przebudzenia – jesteście uzależnieni!

C) jeżeli powodem wstania do łazienki był odgłos kapiącego kranu i również nie dotarliście tam, aby go dokręcić, lecz siedzicie do rana na portalu – biada wam! macie postać penicyliozy wodoodporną.

Mijały dni za dniem spokojnie, życie na portalu toczyło się swoim rytmem, gdy nagle wybuchła sensacja. Na pierwszej stronie codziennej gazety „Trucie & Plucie” w olbrzymim artykule opisano z detalami co doktorzy robią na tajemniczym portalu.
Forumowicz @doktor.szeregowy poczuł się trochę głupio, że prawdopodobnie przyczynił się do powstania artykułu. Cynamonowa zaklinała się, że to nie przez nią, ale wzięta na solidne spytki przyznała się do wszystkiego.

– Panie doktorze, no już powiem po dobroci… powiedziałam jednemu takiemu, tylko nazwę… no i podpatrzyłam jak się pan logował… nic więcej. Tak mnie omotał w mailach, tak czarował, że mu ten... tego... powiedziałam jak się tam zalogować na pana konto… na jednym spotkaniu integracyjnym naszego portalu dla pacjentów, tego noo… www.wiemy.lepiej.pl, gdy postanowiliśmy się spotkać grupką w realu… znaczy... tych spotkań było kilka… znaczy to już nie było grupowo, tylko… znaczy… indywidualnie… – chlipała Cynamonowa.
– Stara a głupia – burknął doktor pod nosem. – I pani amant logował się na moje konto?
– Tego na pewno nie wiem. A z tym, że jestem stara i głupia, to może i ma pan rację..
– A co na te wirtualne flirty i realne eskapady szanowny małżonek, pan Cynamon?
– Oj, pan doktor to taki zasadniczy! Ale jak już pan pyta, to powiem… Cynamonowi mówiłam, że chodzę do fitness clubu.
– Do fitness clubu? Dobre sobie! Przecież pani tam nigdy nie chodziła!
– No to co z tego, że nie chodziłam? Powiedziałam Cynamonowi, że pan mi zlecił ruch… bo to podobno dobre dla serca… że niby za dużo przed komputerem siedzę i muszę się rozruszać… – wyznała wirtualnie wiarołomna żona.
- A czy pani pomyślała o tym jaką opinię będzie miała córka, panna Cynamonówna, która jest w końcu panienką na wydaniu? Czy jakiś kawaler z dobrego domu będzie chciał się z nią ożenić? Matka wirtualna sensatka i do tego realnie rozromansowana! Kto by chciał wchodzić do takiej rodziny?!! A młody Cynamonowicz? Czy pomyślała pani jakie on będzie miał życie na podwórku? Co powie mu męska grupa rówieśnicza?
– O, ja nieszczęśliwa! O, ja nieszczęśliwa! – jęczała pacjentka.

– Pani Cynamonowa! – wrzasnął doktor, aż echem rozniosło się po całym gabinecie. – Traci pani prawo do bywania w moim gabinecie!
– Na zawsze, na całe życie? Czy tylko na chwilę, chwileczkę malutką, zanim gniew panu doktorowi nie minie? – dopytywała z nadzieją w głosie Cynamonowa.
– Na całe życie! – zawiadomił doktor stanowczym tonem.
– Już nigdy do pana nie będę mogła przyjść? – załkała.
– Nigdy! – twardo odpowiedział doktor. – Zawiodła pani mnie na całej linii!
– Nawet grzybków suszonych przed Wigilią nie będę mogła podrzucić? – uparcie dopytywała z nadzieją w głosie.
– Nie jadam grzybków, pani Cynamonowa – przypomniał doktór.
– Ale ja już sobie kupiłam te okulary i wszystkie grzybki dobrze widzę, pan doktor się nie boi –  objaśniła uspokajającym tonem.

– Przecież pani kolorów nie odróżnia! W ubiegłym roku naniosła mi pani tych muchomorów upierając się, że to prawdziwki nakrapiane, że niby miała to być azjatycka odmiana polskich prawdziwków! Oni wszystko ozdabiają wyszywankami, więc w pierwszej chwili nawet pomyślałem, że powyszywali na prawdziwkach jakieś ozdobne nakrapianie – ale przetestowałem pani azjatyckie prawdziwki na gołębiach. Po dziobnięciu zaledwie kilku drobin tych pani grzybków ptaki po paru minutach padały jak podcięte i już wiedziałem, że to sromotniki co do jednego. Tak więc, pani Cynamonowa, to ja na razie dziękuję za te pani niby-prawdziwki.
Na lekarza dybią dziś całodobowo śmiertelne niebezpieczeństwa! Jak nie agencje, które filmują  w ramach akcji Parapetówka (której nie należy w żadnym wypadku utożsamiać ze spotkaniem towarzyskim z okazji zakupu mieszkania), to muchomory sromotnikowe, że też o podejrzanych flaszkach z kontrabandy, po których można oślepnąć, nie wspomnę! A nawet jak doktor wybroni się od konsumpcji trucizny zabijającej go fizycznie, to zatrują nieszczęśnika psychicznie.
I jeszcze się pani dziwi, że doktorzy ukrywają się przed światem? –  wyłożył jasno, dobitnie i bez  znieczulenia, co sądzi o pomysłach swojej pacjentki, drastycznie przy tym naruszając prawo pacjenta do wyłącznie pomyślnych informacji podczas pobytu w gabinecie.
  
- A jak mi nie pomogą te tabletki co dostałam od pana doktora, to gdzie ja się podzieję? – jęczała Cynamonowa.
- Zgłosi się pani do Narodowego Brata Płatnika i on jako prawowity właściciel pani zdrowia i chorób wszelakich wskaże pani odpowiedniego doktora. Żegnam panią i zdrowia życzę baaaardzo dużo, bo naprawdę przyda się pani w czasach, które nadciągają.
Przetrzymają tylko najzdrowsi i zdeterminowani na samodzielność w domu i zagrodzie – zakończył tajemniczo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział czwarty

Rozdział 4: Ruszam w świat! Czas płynął... Wyjazdy do Tunezji i na Kretę pokazały , że rodzina potrafi samodzielnie egzystować bez ...