sobota, 13 maja 2017

Pocałunek uzależnienia - odcinek szósty



Rozdział 6: Poszukiwanie diagnozy

Powiało grozą. Cynamonowa chlipała bez przerwy dwa dni i dwie noce. Nie do końca zbadanymi drogami redaktorzy ze stacji telewizyjnej „To - Nie - Ten” zdobyli numer komórki rozszlochanej Cynamonowej i wystąpili z propozycją nagrania jej wyznania w programie „Zniewaga”, ze szczególnym uwzględnieniem tego, co mówił na temat ukrytych doktorów niegdysiejszy całkiem realny amant z wirtualnej przestrzeni.
To już wymagało dania odporu. Skoczyć na randkę pod pretekstem prozdrowotnych zajęć terenowych to jedna bajka, a pokazać się na wizji w najlepszym czasie oglądalności telewizji „To - Nie - Ten” i opowiedzieć jakie słówka szeptał amant albo co @doktor.szeregowy pokazał jej w chwili słabości lub niewytłumaczalnego przyćmienia umysłowego, to już nie żarty. Odmówiła stanowczo.
Tymczasem sztab antykryzysowy nadzorujący niedobory lekarzy kontynuował intensywne specjalistyczne badania i analizy statystyczne, mające na celu ustalenie przyczyn tak masowego i uporczywego przebywania doktorów na portalu.
Wyniki były zaskakujące, wręcz niespotykane do tej pory…

Nagranie dokonane przypadkowo w przestrzeni publicznej pewnej placówki ochrony zdrowia (która nie wiadomo gdzie się zaczyna ani gdzie kończy, jak wykazały dywagacje związane z zakazem palenia papierosów w tychże placówkach) przez świadczeniobiorcę usług medycznych, zaopatrzonego w sprzęt niezbędny do odbycia wizyty w gabinecie lekarskim jakim jest dziś dyktafon kieszonkowy, w który zaopatruje się świadczeniobiorca idąc do swego świadczeniodawcy, bo nie po to go wykształcił za swoje podatki, żeby pozbawić się przyjemności udokumentowania przebiegu wizyty. Za szumy, trzaski i złą jakoś nagrania przepraszamy.

- Życzę pani, aby była pani zdrowa!
- Tak, tak bo zdrowie najważniejsze!
- Dlaczego lekarze tego nie rozumieją?
- Bo oni zajmują się chorobami i dla nich choroba jest najważniejsza.
- Tak od rana do nocy chorobami? Nie mogłabym, jestem wrażliwa, a ciekawe jako to u nich z tą wrażliwością?
- Oni muszą, bo przysięgali, mają taką przysięgę Sokratesa.
- Coś pani! chyba Hipokratesa? A może Biurkratesa, bo tylko piszą i piszą w gabinecie.
- Jak zwał, tak zwał – muszą, bo przysięgali i mają powołanie.
- Przyjedź, mamo, na przysięgę, bo w kamasze mnie zakuli, truli-luli.
- Nie bądźcie tacy cwani, bo złapią straszny paragraf, siekną i się wściekną!
- Nie mogą mnie sieknąć, bo jestem na spotkaniu, nie mogą mnie sieknąć, siknąć, zniknąć…
- Kiedy wreszcie będzie spokój i poleżę na dowolnie wybranym boku?
- Jak zgadnę, na którym boku lepiej leżeć?
- Przeżegnasz się.
- I co?
- Będziesz wiedziała, że prawy bok jest po tej samej stronie co ręka, którą się żegnasz.
- Znaczy szekjhenduję na siju?
- Nie żegnasz się jak mówisz pacierz?
- Żegnam się, ale jestem leworęczna.
- I co, żegnasz się lewą ręką???
- Prawą, tak jak wszyscy.
- No to po tej samej stronie masz prawy bok.
- Ale ja nie mam żadnych boków.
- Coś ty? Żadnych boków!? To jak żyjesz??

Po zaangażowaniu wszystkich dostępnych metod diagnostycznych oraz wielomiesięcznych badaniach ustalono, że przyczyną przedłużającego się przebywania doktorów w sieci, ba, nawet wylegiwania się przed komputerem, jest nowa forma patogenu łącząca w sobie elementy wirusa żywego z wirusem komputerowym. Lekarz zainfekowany wirusem z grupy ortomykowirusów kichając na klawiaturę powodował, że dochodziło do ekspozycji komputera na wysoce zakaźny czynnik biologiczny, który opanowawszy kartę sieciową przenosił się łączami internetowymi do komputerów innych lekarzy, zwykle z pocztą mailową.
Podczas otwierania poczty wirus, który został nazwany wirusem penlipy, wnikał w klawiaturę, a stąd prostą drogą na dłonie piszącego lekarza. Dalej tu już wszystko było proste – jakieś nierozważne potarcie oka, wytarcie nosa czy dotknięcie jamy ustnej i infekcja penicyliozy szalała w organizmie zakażonego.
Czy opisany powyżej mechanizm szerzenia się zakażenia wirusem penlipy był nietypowy lub dziwny? Czy zaskoczył badaczy? Niespecjalnie. Skoro od dawna było wiadomo, że istnieje przenoszenie międzygatunkowe ortomykowirusów, to powstanie odmiany przenoszącej się z człowieka na komputer było tylko kwestią czasu. No i stało się! Po transmisji międzygatunkowej ptaki-ludzie, zwierzęta-ludzie, zaistniała w końcu transmisja łańcuchowa człowiek-komputer-człowiek. Była to więc nieznana dotychczas nauce nowa reasortacja genowa!
Ustalono, że każde otwarcie poczty mailowej powodowało ponowną reinfekcję zakażonego doktora. Badano też dlaczego lekarzy tak ciągnęło do częstego sprawdzania poczty mailowej. I co się okazało? Intensywne badania biochemiczne potwierdziły wstępną hipotezę kliniczną, że za stan narastającej wesołkowatości i samozadowolenia jakie zapanowało wśród wyemigrowanej wewnętrznie społeczności lekarskiej odpowiedzialna jest substancja biologicznie czynna zwana penicyliorfiną, w której powstaniu miały swój udział wirusy penlipy. Był to nowy rodzaj nieznanej dotychczas nauce substancji biologicznie czynnej podobnej do grupy endorfin. Inspiracją do odkrycia penicyliorfiny były pionierskie badania ubikwityną, składającą w komórkach przeznaczonych na obumarcie tzw. pocałunek śmierci.

W laboratoriach słynnej firmy Perfectly Inactive Pills Co., Ltd. ustalono, że penicyliorfina jest małocząsteczkowym białkiem obecnym we wszystkich zainfekowanych komórkach eukariotycznych i odgrywającym kluczową rolę w naznaczaniu białek, które mają ulec nielisosomalnej penicyliolizie. W dalszych szczegółowych badaniach ustalono, że penicyliorfina jest peptydem złożonym z 80 reszt aminokwasowych, o bardzo mocnej budowie chemicznej – jej denaturacja nie następuje nawet po zadziałaniu alkoholem w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od tego z czym alkohol jest zmieszany. Penicyliorfina jest zlokalizowana w proteasomach. Potranslacyjna modyfikacja białek w procesie penicylioryfikacji polega na przyłączeniu do reszt lizynowych danego białka grupy karboksylowej C- końca reszty glicyny (Gly 79) penicyliorfiny. Zmodyfikowane białko szybko łączy się z nieorganiczną resztą, której wzór chemiczny przedstawiał się następująco: P24(OH)a.
Szczegółowy mechanizm działania penicyliorfiny na organizm żywy, który ją wytwarzał polegał na złożeniu tzw.  pocałunku uzależnienia na komórkach centralnego układu nerwowego surfującego lekarza.
Niezależnie od badań w laboratoriach naukowych trzeba było tej nowej sytuacji chorobowej nadać ramy administracyjne oraz wykonawcze. Administratorzy Narodowego Brata Płatnika wertowali starannie ICD 10, poszukując kodu pod jaki można byłoby podciągnąć obraz chorobowy nowo odkrytej jednostki chorobowej. Zdecydowano się nazwać ją penicyliozą przypuszczając, że główne ognisko zarazy siedzi na www.penicillium3x800.tys.j.=2,4mln.pl .
Po konsultacjach społecznych i międzyresortowych przydzielono nowej jednostce chorobowej symbol P24 w spisie chorób ICD 10. Szerząca się w zastraszającym tempie penicylioza budziła coraz większy niepokój władz administracyjnych, medycznych i biznesowych całego kraju. Jesienią dwa tysiące… właściwie to nieważne którego roku dokładnie, szacowano że zainfekowany był znaczący odsetek lekarskiej populacji, a końca infekcji nie było widać. W tej sytuacji powołano Konsultanta Krajowego ds. Penicyliozy, który opracował podstawowe wytyczne rozpoznawania tej nowej choroby. Dokładnie rzecz biorąc nagryzmolił coś tam na dwóch kartkach maszynopisu i zawiesił na stronach Narodowego Brata Płatnika, zaznaczając przy tym, że XXL-piryna na penicyliozę nie pomaga.
Kilkoro niezależnych badaczy zaobserwowało, że penicylioza szerzy się w sposób nierównomierny wśród lekarzy różnych specjalności – schorzenie prawie nie dotyka tych lekarzy, którzy z racji swej pracy narażeni są na kontakt z różnego rodzaju egzotycznymi patogenami biologicznymi. Powstała hipoteza badawcza, że lekarze ci mogli być zaszczepieni specyfikiem niedostępnym ogółowi społeczeństwa, będącym we wczesnej fazie badań klinicznych lub przeszli chorobę bezobjawowo w następstwie powtarzających się epizodów subklinicznej ekspozycji.
Od lekarzy podejrzanych o przebycie subklinicznej postaci penicyliozy pobrano krew i poddano próbki wszechstronnej analizie spektrofotometrycznej. Z wstępnych badań wynikało jedynie, że dochodziło u nich do tak zwanej penicyliaryzacji białek osocza. Rozpoczęto więc badania nad owymi zmienionymi białkami. Ku zdumieniu badaczy stwierdzono je nie tylko u uczestników wspomnianego forum dla lekarzy, ale i u uczestników innych forów, zarówno lekarskich, jak i tych przeznaczonych dla pacjentów, a nawet u takich użytkowników internetu, którzy nie uważali się ani za lekarzy, ani za pacjentów.
Okazało się, że występowały różne białka osocza z cechami onetyliaryzacji, googleliaryzacji, twitterliaryzacji czy photoblogerliaryzacji – w zależności od tego, na jakim portalu badany osobnik spędzał najwięcej czas. Zjawisko nazwano więc internetyliaryzacją białek osocza i rozpoczęto systemowe badania na nowym schorzeniem. Badania z białkami znakowanym izotopowo potwierdziły, że zinternetyliaryzowane białka osocza po okrążeniu całego krwiobiegu podążały ku komórkom centralnego układu nerwowego, na których składały  pocałunek uzależnienia. Punktem w którym dochodziło do pocałunku był układ nagrody w centralnym systemie nerwowym, a w następstwie tego zdarzenia aktywność receptorów dopaminergicznych ulegała znacznemu pobudzeniu.
W miarę narastania stopnia uzależnienia stężenie białek zinternetyliaryzowanych narastało w każdym decymetrze surowicy krwi, a u najbardziej uzależnionych białka uzależnienia opanowywały cały organizm. Każda komórka ustroju była wręcz przeniknięta potrzebą tworzenia kompleksów ze zmienionymi białkami. Receptory dopaminergiczne układu nagrody w zetknięciu się z białkami osocza, które uległy internetyliaryzacji dostawały szału. Wysyłały do świadomości setki, tysiące, ba! dziesiątki tysięcy sygnałów zlewających się w jedno wielkie żądanie i pożądanie.
Z chwilą połączenia białka z receptorami dopaminergicznymi fale błogostanu rozlewały się leniwie po całym organizmie, osiągając szczególnie wysokie stężenie w obszarach układu nerwowego dyrygujących wyobraźnią oraz pewnymi rejonami definiowanymi neutralnym określeniem, że są zlokalizowane poniżej przepony…

Ach, co to były za stany….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział siódmy

Rozdział 7.  Spotkania i Jubileusze Rok 2017 rozpoczął się pod znakiem jubileuszy, spotkań i nowych aktywności mediowych, którymi by...