sobota, 13 maja 2017

Pocałunek uzależnienia - odcinek czwarty

Rozdział 4: Pajęcza sieć połączeń

Odnotowane już wcześniej niedobory lekarzy praktykujących na pierwszej linii frontu, czyli kontaktu  z płatnikami składek na ubezpieczenie zdrowotne, chorobowe i rentowe, stawały się bardzo dotkliwe. Potrzebne były naprawdę skuteczne i energiczne działania na szczeblu centralnym. Specjalni wysłannicy przetrząsnęli wszystkie zakamarki planety Ziemia, nie wykluczając okrutnej pustyni San Pedro de Atacama, bezkresnych połaci Syberii, odległych zakamarków Nowej Zelandii, tropikalnej dżungli Wao Kele O Puna. Ba! nawet zajrzano do jednego z dymiących kraterów Hawaii Volcanoes National Park. Wszystko to na nic! Nigdzie, w żadnym z najodleglejszych zakątków świata nie napotkano nawet najdrobniejszych śladów świadczących o obecności lekarzy. Nieobecność doktorów była wprost nie do zniesienia – nie było na kogo zwalać win za wszystkie niedociągnięcia!

W tej zdawałoby się sytuacji bez wyjścia zwołano naradę na najwyższym szczeblu, na której utworzono sztab kryzysowy do rozwiązania jakże przykrego i tajemniczego problemu. Podczas narady ktoś ze starszych wiekiem doradców przypomniał sobie termin emigracji wewnętrznej. Skoro nie było poszukiwanych w żadnym zakątku kuli ziemskiej, musieli być gdzieś pod ręką, tyle że dobrze ukryci. W jakimś alternatywnym szpitalu lub przychodni, w podziemiu, w konspiracji, w delegacji albo zgoła w mysiej dziurze.
– A może oni są w sieci? Może tam wyemigrowali wewnętrznie? – rzucił zdesperowany przewodniczący narady kryzysowej kojarząc sugestię starszego doradcy z możliwościami nowoczesnych technologii. To była myśl! Jakiś trop, nadzieja na nadzieję! Natychmiast rzucono najlepszych ministerialnych googlerów do poszukiwań w sieci. Przejrzano wszystkie portale, fora i listy dyskusyjne. Intensywne poszukiwania trwające kilka tygodni podczas których nieomal przetrząśnięto strona po stronie internetu  nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Napotykano jedynie hordy bezczelnych trolli i fałszywych doktorów Google. Sprawa komplikowała się wprost niezwykle, z minuty na minutę coraz bardziej i bardziej.
 Nie wiadomo było do kogo kierować pacjentów, na kogo rzucać podejrzenia o niedopełnienie obowiązków, karcić za nieczytelne recepty, łajać w programach publicystycznych czy wdrażać programy reedukacyjne Podaj Łapę.
Dziennikom i tygodnikom sprzedaż spadała na łeb, na szyję. Oglądalność hitowych programów telewizyjnych z udziałem widzów przez specjalnie założony adres internetowy kabluj24@com.pl była niższa nawet od nadawanych po północy w sezonie zimowym programów rolniczych.
Proste przypadki chorobowe musiały liczyć na siły obronne własnych organizmów. Stany prawdziwego zagrożenia życia ratowali emerytowani ordynatorzy, niektórzy już dobiegający osiemdziesiątki. W skrajnych przypadkach wiekowych ordynatorów brano za pacjentów, a jednemu to nawet przez pomyłkę zrobiono przedoperacyjną lewatywę. Na nic zdały się energiczne protesty ordynatora. Lewatywa przed operacją rzecz niezbędna, przewidziana w standardzie przygotowań oraz wytycznych europejskich komitetów nauk wszelakich, a poza wszystkim liczba wykonanych procedur musiała się zgadzać w sprawozdaniach, słanych comiesięcznie do Narodowego Brata Płatnika.
 To, że lewatywę wykonano u wiekowego operatora zamiast młodego pacjenta, czekającego na zabieg operacyjny, nie miało żadnego znaczenie, ważne było wykonanie procedur przypisanych do operacji.
          Władze ministerialne próbowały skrócić cykl szkolenia na uczelniach medycznych do 3 lat, ale ktoś z profesury akademickiej musiałby taki projekt podpisać. Profesor Przecientny i docent Wczorajszy kategorycznie odmówili firmowania tego pomysłu. Mieliby skrócić dobrze rozwijający się płatny tor szkolenia na medycynie o połowę ? No, już dawno tak się nie uśmiali na ministerialnej naradzie. Na odchodne pokazali gest, który obecnie wykonują pacjenci gdy wchodzą do gabinetu zabiegowego i chcą we współczesnym body language szybko zakomunikować, że przyszli na pomiar ciśnienia z jednoczesnym pobraniem krwi na cukier z środkowego palca. Tym, którzy nie bywają w gabinetach zabiegowych podpowiadamy, że na ową mowę ciała składa się gest wykonany przez słynnego skoczka o tyczce oraz amerykański sposób pokazywania dezaprobaty z wykorzystaniem palca środkowego dłoni.

Władze wysokiego szczebla gest odwzajemniały i sugerowały zawzięcie, że lekarz nie jest niezbędnym człowiekiem w procesie leczenia, a wręcz bywa niebywałym szkodnikiem. Ileż to drogich leków nazapisuje, badań nazleca, a jeszcze nie dość tego, potrafi wykonać jakże kosztowne operacje! Rozpoczęto więc poszukiwania produktów lekarskopodobnych. W końcu były w nieodległym czasie czekoladopodobne produkty, to lekarskopodobne też mogły się przyjąć. To tylko kwestia opakowania oraz dobrania odpowiedniego hasła promocyjnego – posumowano na ważnej naradzie.

Zlecono specjalnym zespołom ekspertów prace nad opracowaniem receptury otrzymania, zakresu szkolenia oraz miejsc, na które będą mogły być rzucone produkty lekarskopodobne. Prace takie wymagały jednak długich przygotowań i nie rozwiązywały od ręki narastających problemów bieżących. W tej jakże przykrej sytuacji kadrowej konsumpcja usług medycznych spadała dramatycznie, wykonania leciały na łeb na szyję. Produkty lekarskopodobne nie były gotowe do rzucenia na rynek w szybkim czasie, bo przygotowanie każdego produktu, nawet takiego, który naśladuje oryginał też wymaga czasu. Pracowano więc na produktami lekarskopodobnymi intensywnie i czas pokazał, ze da się takie wprowadzić na rynek, ale nie uprzedzajmy faktów!

Zastanawiano się nawet nad wprowadzeniem kartek na usługi ubezpieczalniane. Usługi podstawowe, takie jak jedna wizyta rocznie u lekarza rodzinnego, można by było wymienić na dwie porady telefoniczne u słynnej terapeutki niekonwencjonalnej, niejakiej Cynamonowej, która mieszkała piętro wyżej nad powszechnie znaną z występów w telewizji terapeutką bólów głowy, panią G.

Pojawienie się w nieprzepełnionym segmencie usług medycznych pani G. oraz sukces, jaki ta marka odniosła, były najbardziej jaskrawym dowodem na to, że rynek nie lubi próżni i wszystko z czasem ulega załataniu takim czy innym kitem. Cynamonowa zastrzegła w kontrakcie, że będzie konsultowała wyłącznie bóle głowy w celu przełamania monopolu, jaki przelotnie powstał w wykonaniu jej słynnej sąsiadki, której pełnego nazwiska nadal nie wymienimy, świadomi obowiązku ochrony danych osobowych. No i też nie o to chodzi, żeby komuś robić bezpłatna reklamę. O konsultowaniu bólów innych części ciała pani Cynamonowa nawet nie chciała słyszeć, a na próby potrojenia honorarium odpowiadała hardo:
– Jestem profesjonalistką! Proszę się nie łudzić, że zgodzę się na konsultacje spoza swojej specjalności! Pracuję nie dla pieniędzy, lecz z powołania i dla satysfakcji zawodowej! Służąc innym ludziom pomocą fachową, odnajduję prawdziwą samą siebie. Nie ma tu nic do rzeczy fakt, że całe życie marzyłam o medycynie, na którą tatuś zabronił mi pójść, mówiąc że jestem zbyt wątłej budowy jak na tak ciężki zawód. Pracuję z chęci niesienia pomocy ile w mej mocy przerobowej, ot co! Poza tym powstałyby zaraz nadwykonania i co bym z tego miała! Tylko łażenie po sądach i ból głowy, a nie od dziś wiadomo, że sądowy ból głowy nie reaguje nawet na XXL - pirynę i co wtedy? Nie od dziś też wiadomo, że łatwiej szukać wiatru w polu, niż jakiegokolwiek neurologa w obecnych czasach.
Przedłużający się bezustannie niedobór lekarzy wymagał rozwiązań systemowych. Utworzono Krajowe Centrum Zarządzania Niedoborem Lekarzy (KCZNL) oraz powołano Rzecznika Praw Oczekujących (RPO). Partie koalicyjne dostały po dziesięć etatów we wspomnianych instytucjach oraz po cztery biura w terenie, a partie opozycyjne połowę tego co rządzący. Rzecznik Praw Oczekujących założył specjalną stronę w internecie, na której szczególnym wzięciem cieszyła się podstrona zatytułowana Donieś na doktora będziesz mniej chora. RPO zamontował całodobowy telefon na który oczekujący mogli zgłaszać wszystkie swoje żale. Pacjenci rzucili się z ochotą na wylewanie swoich łez, jednak nie wiedzieli biedacy, że 1 minuta rozmowy przez wspomniane linie kosztowała 7,66 pln + VAT.  Rachunek telefoniczny zwiększony o kilkadziesiąt złotych otrzymywany po miesiącu skutecznie wyleczył  niejednego zbolałego.

Szef Krajowego Centrum Zarządzania Niedoborem Lekarzy, ekonomista znany z rozłożenia na łopatki kilku szpitali w terenie, po kolejnej naradzie antykryzysowej nie mógł wprost wytrzymać z bólu głowy. Problemy, które musiał rozwiązywać były kompletnie niekompatybilne z rozmiarem jego czaszki. Nieustający ból głowy uniemożliwiał prowadzenie bojowych narad podczas których biedak łykał wszystko co było pod ręką.
Kolejnego dnia zażył aż trzy tabletki XXL - piryny, które  pomimo zażycia potężnej dawki nie zadziałały kompletnie. To naprawdę nie były żarty. Zrozpaczony szef KCZNL udał się do Cynamonowej, która miała w kontrakcie obowiązek poświęcania dwudziestu procent czasu na konsultacje dla pracowników szczebla centralnego, aby skutecznie zaradziła upiornemu bólowi głowy, który wprost rozsadzał czaszkę, co tu dużo mówić – nienawykłą do myślenia.
Z tak trudnym przypadkiem Cynamonowa nie miała jeszcze do czynienia w swej praktyce. Z tych nerwów ją samą też rozbolała głowa i nie pomagały żadne tabletki ani żadne dawki. Groziła jej kompletna kompromitacja zawodowa. W obliczu nadciągającej klapy postanowiła potajemnie się skonsultować ze znajomym doktorem z sąsiedztwa.
– Panie doktorze, mój złociutki, gdzie się podziali pańscy koledzy? – zapytała tuż za progiem.
– Co pani dolega, pani Cynamonowa? – chłodno zapytał doktor.
– Niech pan będzie taki dobry i mi powie gdzie oni są – męczyła.
Po godzinnym wierceniu dziury w brzuchu doktor zgodził się uchylić rąbka tajemnicy, zaprzysiągłszy wcześniej Cynamonową na tajemnicę gabinetu lekarskiego, zaznaczając przy tym przewrotnie, że tajemnica obowiązuje nie tylko lekarza, ale i pacjenta.
– Pani Cynamonowa, koledzy wyemigrowali wewnętrznie, zbiorowo i sieciowo. Nie chcą wracać do realu.
– A mógłby pan podać nazwę, bo szukam w google’ach i nic mi konkretnego nie wyskakuje. Tak po starej znajomości, panie doktorze, proszę.– No nie wiem czy mogę, no nie wiem – zawahał się doktor.– Baaaardzo pana doktora proszę – przymilała się Cynamonowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pocałunek uzależnienia - odcinek piętnasty

Rozdział 15. Niespodziewana awaria doskonałej machiny   [Algieria 2013/4248] Kreatorzy medialnego wizerunku dr Odrana – Zatrosk...