sobota, 13 maja 2017

Pocałunek uzależnienia - odcinek dziewiąty



Rozdział 9: Jak rozpoznać penicyliozę?

Schorzenia o naturze nierozwikłanej jeszcze przez naukę od zawsze były nadzieją badaczy i przekleństwem pacjentów. Nie inaczej było z penicyliozą. W początkowej fazie trudna do zdiagnozowania, po kongresie w Nowym Orleanie wszystko było o wiele łatwiejsze. Piguła Co Nie Działa Sp. z o.o. szybko dokonała tłumaczenia na język polski wytycznych  opublikowanych w Nowym Orleanie. Prace toczyły się pod osobistym nadzorem docenta Krzysztofa Marii Wczorajszego. Nie minął tydzień a tekst wytycznych był gotowy. Czytelnicy mogli poznać wszystko w najmniejszych szczegółach.

Definicja
Penicylioza jest nowo odkrytą jednostką chorobową, szerzącą się drogą internetową, intelektualną oraz emocjonalną pośród społeczności lekarskiej, przy czym drogi szerzenia się wśród pacjentów nie są jednoznacznie wykluczone, a nawet wysoce prawdopodobne, acz w chwili obecnej jeszcze nieodkryte.

Klasyfikacja

Penicylioza ostra: objawia się kilkakrotnym wpadnięciem na portal www.penicillium3x800.tys.j.=2,4mln.pl., przebywaniu na nim przez nie więcej niż 7 dni i opuszczeniu bez żalu i bez tendencji do powrotu, niekiedy opuszczeniu towarzyszą słowa „nie, to jednak nie moje klimaty” mamrotane przez opuszczającego.

Penicylioza przewlekła, niepowikłana: polega na bywaniu codziennie od co najmniej 3 tygodni, jednak nie częściej niż raz w tygodniu, zwykle w weekend lub podczas spokojnego dyżuru.
Penicylioza przewlekła powikłana zespołem uzależnienia: polega na codziennym, wielokrotnym bywaniu na portalu, wpadaniu tam bez końca w ciągu dnia, wieczorem, a także w godzinach nocnych.

Jako oficjalna jednostka chorobowa penicylioza może być leczona w warunkach wystawianego druku zwolnienia z pracy, przy czym dopuszczalny okres zwolnienia wynosi do 6 miesięcy, a w przypadkach rokujących powrót do pracy w zawodzie wyuczonym za młodu, ale nie przez wszystkich przez całe życie ulubionym, może być przedłużony do 9 miesięcy. W razie braku poprawy możliwe jest skierowanie pacjenta na rentę chorobową, w celu zapewnienia osobie dotkniętej schorzeniem swobodnego przebywania w gronie innych współuzależnionych.

Rozpoznawanie

Penicyliozę rozpoznaje się na podstawie objawów małych i dużych. Do objawów dużych zalicza się: codzienne bywanie na forum wśród współuzależnionych, potrzeba bywania na forum w godzinach nocnych, wpadanie na forum przed wyjściem do pracy, powrót na forum tuż po powrocie z pracy do domu. Do objawów małych zalicza się: zespół suchego oka, niewyspanie, zmiany w obrębie dłoni wynikające z obcowania z klawiaturą, niechęć do prowadzenia życia towarzyskiego w realu, poranna ociężałość wskutek niewyspania wynikłego z zasiedzenia się na forum.
Do objawów tycich, niemających jeszcze ustalonego statusu diagnostycznego zalicza się: częstsze myślenie o ucieczce do internetu niż o innych sprawach, korzystanie z komputera w miejscu pracy w celu sprawdzenia co nowego nadeszło w poczcie elektronicznej.

Leczenie

nieznane, choć wstępne wyniki prac nad szczepionką przeciw penicyliozie są obiecujące.

Rokowanie

co do życia dobre, jednak do co wyleczenia bardzo, ale to bardzo niepewne.

Prace na wszystkich frontach dynamicznie posuwały się do przodu. Pewnym problemem było zdobycie zamówień publicznych na szczepionki. Niepewne drogi finansowania z prywatnych kieszeni spędzały trochę sen z powiek menedżerów firmy Szczepionka Co Nie Działa Sp. z o.o. Refundacja przez Narodowego Brata Płatnika wydawała się najlepszym sposobem na pozyskanie finansów na wdrożenie szczepień. Najtęższe umysły biznesowe musiały wymyślić jak przeniknąć do struktur Narodowego Brata Płatnika i skłonić do korzystnych decyzji finansowych.
Pomysł wywiezienia wszystkich decydentów na 2 tygodniową konferencję na wyspy Bora-Bora uznano jako mało wyszukany i nazbyt widoczny. Potrzebne były bardziej wyrafinowane metody i nie tak łatwe do wykrycia przez wszędobylskie media. Ustawowy przymus zlecania szczepionki przez wszystkich lekarzy dla wszystkich pacjentów wydawał się najprostszym sposobem na zyski.

Tymczasem portal www.penicillium3x800.tys.j.=2,4mln.pl. osiągnął fazę rozwiniętą produktu biznesowego i ogólnie miał się nie najgorzej. Nowych użytkowników przybywało każdego dnia, ale też trzeba było odnotować fakt, że szeregi starych bywalców wykruszały się. Nadkruszeni uczestnicy ubywali do innych konkurencyjnych przestrzeni internetowych albo ginął po nich ślad wszelki, jak to już z niejednym osobnikiem w sieci się zdarzyło. Gdyby zrobić remanent i policzyć ilu przybywało nowych, a ilu ubywało starych, to wyniki w sumie byłby nie najgorszy i portal z czasem dorobił się pozycji opiniotwórczej na rynku medycznym.  Każdego wieczora dyskutowano z werwą na wszystkie tematy środowiskowe, fachowe i polityczne.

Gorące dyskusje z jednej strony podgrzewały atmosferę, z drugiej zinternetyliaryzowane białka osocza wprost gotowały się podczas burzliwych dyskusji medycznych oraz światopoglądowych. Gdy dyskusja osiągała temperaturę 314,73 stopni Fahrenheita, białka ścinały się w krwiobiegu i wytrącały. Z rozpędu leciały z prądem krwi prosto do mózgu rozgrzanego uczestnika dyskusji.
Najtrudniejsza sytuacja powstawała gdy cząsteczki z sekwencją Gly-Ala-Ala, zwane glutationem, miast zgrabnie przecisnąć się przez kapilary zaopatrujące ośrodek walki w mózgu i trochę ostudzić agresywne zapały przez odtrucie organizmu, rozpadały się na pojedyncze aminokwasy, powodując obniżenie poziomu tego jakże ważnego odtruwacza.

– Koniec balu, panno Lalu, koniec tego bara-bara bez końca, koleżanko @raczej.pulchna – wrzasnął na całą sieć @matador.teodor, któremu nagle spadł poziom glutationu.
– Tylko bez takich osobistych wycieczek, dobra? – warknęła przywołana po nicku @raczej.pulchna.
– A co, to już nie można nazwać rzeczy po imieniu? – zaseplenił @matador.teodor, któremu wskutek awarii stężenia glutationu do toksycznych poziomów wzrosło stężenie N-acetylo-para-aminobenzochinonu, wpływając negatywnie na dykcję. Należy wyjaśnić, że nazbyt częste objadania się paracetamolem wynikało z osobistej niechęci @matadora.teodora do używania XXL-piryny.

– Nazwać? coś ci się chyba pomyliło? – zauważyła @raczej.pulchna.
– A niby co ja robię, jak nie jest to nazwanie po imieniu? – niby to grzecznie zapytał @matador.teodor. Poziom glutationu spadał mu dalej, osiągając już granice zagrażające obniżeniem się liczby limfocytów.
– Miałczysz pod nosem! ot, co! Małczy, durak!!! – krzyknęła na cały głos @raczej.pulchna.
-Małczy... durak!!!... Małczy... durak!!!... niosło się po wszystkich zakątkach sieci.
– I beg your pardon! – odparował @matador.teodor – używanie takich epitetów powinno być regulaminowo zakazane. Ponadto protestuję przeciwko przymusowej rusyfikacji wolnej przestrzeni internetowej!!! Wolność od rusyfikacji to jest to, o co walczyły pokolenia bojowników i patriotów!!! Komunizm skończył się 4 czerwca 1989 roku. Taka jesteś rozbawiona, że nie zauważyłaś tego końca. Teraz dla niektórych jest po balu, panno Lalu – zachichotał @matador.teodor, wzmocniony spożywaną właśnie sałatką składającą się z brokułów, awokado, czosnku, cebuli oraz brukselki, posiekanych na kostki o bokach 10x8x6 mm. Podwyższony poziom glutationu dzięki spożytej sałatce dodał mu sił witalnych i proces zaprogramowanej, powolnej śmierci komórek ośrodka walki zastał zahamowany.

– A skąd ta pewność z datą? To liczone według kalendarza gregoriańskiego czy juliańskiego? –  zaciekawiła się @raczej.pulchna.
– Przepraszam że się wtrącam, ale może mamy teraz rok przestępny i  wszystko się wyjaśni? – zapytała @ale.wypoczęta.
– Czy tu są jacyś przestępcy???! – wtrącił jak zawsze czujny @prymariusz.mariusz.
– Gdzie jest Admin? – krzyknął ile sił w płucach @matador.teodor.
– No właśnie, gdzie jest Admin??? – zawołali wszyscy chórem.
– Zostaliśmy poinformowani o problemie, prosimy nie regulować odbiorników, pardon, komputerów. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi dotychczasowymi osiągnięciami w sieci.

Tymczasem w Centrum Dowodzenia Przestrzenią, Jaźnią i Wyobraźnią Admin pobrał próbki tekstów, wrzucił do skanera agresji i oszacował na podstawie analizy komputerowej domniemany poziom glutationu w organizmach uczestników. Wszystkim gotowało się pod sufitem ostro, a stężenie glutationu leciało w dół na łeb, na szyję. Wyniki przemnożył przez wskaźnik prawdopodobieństwa projekcji agresji do realu. Na szczęście p było statystycznie nieznamienne! Nie muszę reagować w jakiś drastyczny sposób. W najgorszym wypadku w nocy po cichutku zdeluję dyskusję i będzie po kłopocie – pomyślał w formule samouspokajającej.
Admin nie miał zamiaru zdradzać swojej metody oceny dyskusji, ale @raczej.pulchna weszła mu niejako w paradę, bo wyczytała gdzieś, że istnieje korelacja między poziomem glutationu a szybkością generowania agresji. Postanowiła więc zamieścić post na ten temat i aby zwiększyć atrakcyjność wpisu, zdecydowała się na formę wierszowaną.

Temat: poziom glutationu koreluje z poziomem agresji

Glutationu już nie jadam, więc w agresję łatwo wpadam.
Wierzgam, pluję, gryzę, kręcę, jak wąż boa wiję w męce
się nie mogąc z tym pogodzić, że nie będę mogła szkodzić,
Wprost nikomu, ach, nikomu! więc się szybko schowam w domu.

Najwięcej emocji budziły dyskusje o schorzeniach mających naturę widma, takich co to niby są, ale tak naprawdę to rzadko kto je widział. Weźmy taką wszelakalgię! Jest czy nie ma – oto jest pytanie. Niby komitety ekspertów ustaliły objawy, wymaganą ich liczbę do rozpoznania, ale choroba nie wymagała potwierdzenia żadnymi konkretnymi badaniami wizualizacyjnymi, a co niewidoczne zawsze było podejrzane! Ktoś nawet zamieścił post na ten temat.

Temat: czy wszelakalgia istnieje, a jeśli tak, to czym ją się leczy?

No i rozpętała się dyskusja! Zwolennicy tradycyjnego pojmowania chorób, którym muszą towarzyszyć dolegliwości, odchylenia w badaniu przedmiotowym i konkretne zmiany w badaniach laboratoryjnych oraz obrazowych odmawiali wszelakalgii praw prawdziwej choroby. Bo cóż to za kryterium odczuwanie bolesności przez pacjenta, skoro niczego nie widać! Jak można wykazać istnienie takiej dolegliwości w sprawozdaniach??? Zwolennicy holistycznego spojrzenia na świat i na człowieka bronili prawa człowieka do odczuwania bólu po swojemu, a nie według wytycznych międzynarodowych komitetów eksperckich.
 Nad właściwą sprawozdawczością wszystkich schorzeń czuwał Narodowy Brat Płatnik. Doktorzy  nie dość, że musieli szekjkhendować na dzień dobry przybywających do ich gabinetów pacjentów, diagnozować ich realne i wirtualne dolegliwości, to jeszcze wszystko musiało być odpowiednio sprawozdane. Każdego dnia praca stawała się cięższa. Gdy tylko doktorzy spotkali się na krótką chwilę na gruncie prywatnym, mówili że czują się jakby pracowali na folwarku. Niektórzy nawet dodawali: na folwarku zwierzęcym.
Przychodziły im różne porównania do głowy, mniej lub bardziej finezyjne, ale tak prawdę powiedziawszy, to większość czuła się wołami, co tu dużo gadać, nazwijmy rzecz po imieniu – Wołami Roboczymi. To prawie jak nazwa własna i przydzielamy jej wielkie litery.
Struktura systemu zarządzania zdrowiem każdego obywatela rozwijała się pomyślnie. Powstało wiele nowych jednostek kontrolnych oraz dyrekcyjnych salonów. Wszystko to wymagało centralnego zarządzania i nadzoru.
Wszystkie woły połączono w jedną organizację i nazwano ją Narodową Federacją Zaprzężonych, czyli NFZ. Tylko pojedyncze jednostki brykały sobie na wolności. Ponieważ było ich stosunkowo niewiele, NFZ nie zwracał na nie uwagi - czy była to słuszna taktyka? Nie było pewności – w końcu na największe zarazy choruje najpierw jeden człowiek, potem drugi, trzeci, dziesiąty i ani się taka zarządcza struktura obejrzy zaraz się roznosi i obejmuje szerokie kręgi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za rok o tej porze w Paryżu - rozdział siódmy

Rozdział 7.  Spotkania i Jubileusze Rok 2017 rozpoczął się pod znakiem jubileuszy, spotkań i nowych aktywności mediowych, którymi by...